Giorgio Manganelli: „Literatura jako kłamstwo”

manganelli
„Bez wątpienia literatura jest cyniczna. Odpowiada jej wszelka rozpusta, cieszy każde niskie uczucie: nienawiść, złość, sadyzm; tragedia wywołuje w niej zimny dreszcz podniecenia i pobudza jej przebiegłą inteligencję. I na odwrót, wystarczy się przyjrzeć, z jakim sarkazmem traktuje uczucia szlachetne” (s. 220).

Powyższy cytat pochodzi z tytułowego eseju „Literatura jako kłamstwo”, w którym Giorgio Manganelli, pisarz, dziennikarz i krytyk, przedstawia swój manifest. Mimo tego, że tekst pochodzi z 1967 roku, jego wymowa nadal jest wywrotowa. Autor przeciwstawia się patynowaniu pisarzy, elitaryzowaniu literatury i przypisywaniu jej szlachetnych czy dydaktycznych wartości. W ujęciu włoskiego twórcy wszelkie argumenty próbujące uwznioślić literaturę są pozbawione sensu – to właśnie w przeciwstawieniu się moralności tkwi największy urok pisarstwa. Dla niego pisanie jest czynnością anarchistyczną i próżniaczą, a sama „(…) literatura jest niemoralna i rzeczą niemoralną jest się nią zajmować” (s. 220). Piewców utylitaryzmu literatury Manganelli opisuje (i kontruje) następująco: „Albo też z adwokackim zapałem i kazuistyczną przebiegłością udowadniają, że przecież literatura już przyczynia się do polepszenia losu ludzkości, że jest taka mądra i pożyteczna. (…) Ale ona, ta kurtyzana z powołania, nie chce stać się cnotliwą żoną, uczciwą towarzyszką życia. Na próżno namawiają ją, by zajęła się wychowaniem zdrowych i heteroseksualnych dzieci, by zachowała się jak elegancka małżonka. Z kurtyzany przemienia się w portową prostytutkę, w dziwkę dobrą dla kierowców ciężarówek” (s. 221).

Esej wytycza trajektorię myśli pisarza, w pełni określa jego styl oraz działalność krytyczną i prozatorską. „Literatura jako kłamstwo” to autorskie wyznanie wiary, credo i wprowadzenie do pozostałych opublikowanych w tomie tekstów. Jak w posłowiu zaznacza tłumaczka, Joanna Ugniewska: „lekturę tego zbioru być może należałoby zacząć od tytułowego manifestu” (s. 232). „Być może” zamieniłabym na „zdecydowanie” – warto też od niego rozpocząć przygodę z samym Manganellim. Tym bardziej że to właśnie ten esej był pierwszym dziełem pisarza, które ukazało się w języku polskim, w nieocenionej „Literaturze na Świecie” (1994, nr 1-2). Kilka lat temu Państwowy Instytut Wydawniczy wydał pierwszy (i jak dotąd jedyny) książkowy przekład prozy autora, czyli „Centurię. Sto krótkich powieści rzek” (2016, o tytule pisaliśmy na łamach „artPAPIERu”). Jak widać, członek neoawangardowej włoskiej grupy literackiej Gruppo 63 nadal nie jest w naszym kraju przesadnie popularny. Dlatego świetnym rozpoczęciem lektury jego dzieła wydaje się tekst najbardziej esencjonalny i charakterystyczny, który mieści w sobie światopogląd i pełnię zainteresowań Manganelliego.

W „Literaturze jako kłamstwie” obok przybliżonego już tekstu znajdują się dwadzieścia cztery eseje dotyczące literackich klasyków (wiele omawianych dzieł pochodzi z XIX wieku) oraz prac innych krytyków. Szkice łączy jedno – zachwyt autora nad opisywanym dziełem i burzycielską siłą literatury. Manganelli zdejmuje warstwę hipokryzji z kanonu i jego odbioru – co widać szczególnie w eseju poświęconym „Trzem muszkieterom” Aleksandra Dumasa. Dla krytyka książka, która przecież nie jest arcydziełem, od ponad stu dwudziestu lat zyskuje uwielbienie czytelników, ponieważ jest „dobrze obmyślonym oszustwem” (s. 34), świadomą sztucznością, w której nawet śmierć niewinnego może być zabawna. Autor wskazuje, że właśnie ta możliwość moralnej transgresji pociąga odbiorców w literaturze – i to dlatego diabeł, jak zaznacza w eseju o powieści R.L. Stevensona, „jest wielkim i prawdopodobnie nad wyraz uczciwym opowiadaczem” (s. 22). Pisarstwo to więc zajęcie iście demoniczne, amoralne nie tylko w efekcie, ale w samej biografii twórców. Manganelli z niezwykłą swobodą łączy wątki z życiorysów literatów z ich pracą, podkreślając aspołeczność każdej omawianej osobowości. Prowokuje, używając w stosunku do szczególnie cenionych dzieł takich określeń jak: „szlachetna skłonność do przemocy”; „naiwność i okrucieństwo”; „serdeczna nienawiść” czy „wesoła agresywność”, nadając cechom uznawanym za negatywne perwersyjnej nieskazitelności.

Manganelli w dość krótkich tekstach wyczerpująco analizuje omawiane dzieła. Książki i autorów potrafi zamknąć w kilku soczystych słowach. To samo robi zresztą w „Centurii” – tam każda z „powieści rzek” mieściła się zaledwie na jednej kartce. W tytule prozy i w wymienionych wcześniej sformułowaniach widoczne jest zamiłowanie Manganelliego do oksymoronów. To pisarz, który uwielbia bawić się językiem i przy jego pomocy burzyć skostniałe formy – nie tylko te widoczne na stronach książek, ale przede wszystkim te obecne w głowach czytelników. Autor wybija odbiorcę z rytmu, zamiast utartych frazesów i gładkiej, przezroczystej formy, nieustannie zaskakuje – nie tylko samym stwierdzeniem, ale też jego trafnością. Jest w tym obezwładniająco bezczelny, np. „Alicję w Krainie Czarów” nazywając „arcydziełem dla pedantów” (s. 87) czy w powieści historycznej „Ivanhoe” widząc „nadzwyczajną antycypację technikoloru” (s. 134). XIX-wieczna literatura jest sprowadzana przez Manganelliego do nowoczesnych kategorii, czym zawiesza obowiązujące zasady analizy. Co istotne – w zaprzeczaniu dotychczasowemu porządkowi pisarz widzi źródło doskonałej zabawy. Bawi się on jako krytyk, ale też sama literatura jest zabawą, bliską tej opisywanej przez Johana Huizingę – bezproduktywną, przekraczającą granice, sprowadzającą uczestników do mitycznych schematów myślenia i pozwalającą ustalić na nowo reguły gry. W „Literaturze jako kłamstwie” Manganelli wbrew przyjętym normom to kłamstwo uważa za cnotę, a z figury diabła czyni jej sojusznika. Niczym surrealiści z cynicznym uśmieszkiem obserwuje oburzenie mieszczańskich świętoszków czytających słowa, że „zbrodnia popłaca” (s. 117), oraz pokazuje, jak pisarstwo rujnuje status quo i święte zasady współżycia społecznego. Nic dziwnego, że jednym z tematów, które z uwagą opisuje, jest proces, który wytoczono przeciwko D.H. Lawrence’owi za „deprawację i demoralizowanie” publiczności książką „Kochanek lady Chatterley”. Jak nietrudno się domyślić, Manganelli bierze brytyjskiego pisarza w obronę.

Lektura tego arcyciekawego zbioru kieruje umysł odbiorcy w stronę inspirujących (i nieraz niebezpiecznych) rozważań dotyczących elitaryzmu i egalitaryzmu literatury, jej funkcji społecznej, ale też samej moralności. Co powszechny kryzys czytelnictwa mówi o współczesnej obyczajowości? Czy oznacza rozwój naszej przyzwoitości, a może jest oznaką tego, że w kapitalizmie stawiamy bardziej na produktywność niż „próżniaczą” działalność? Wpisanie „Literatury jako kłamstwa” w dzisiejszy kontekst może prowadzić do zaskakujących wniosków. Jednak nawet zostając tylko w ramach czasu, w którym powstały pisma Manganelliego, publikacja jest niebywale pobudzająca i otwierająca umysł na wielość znaczeń zawartych w dziełach, które zdawały się oczywiste i wyświechtane. To jedno z wydawnictw, które na niemal każdej stronie proponują czytelnikowi oryginalne i świeże spojrzenie na literaturę – pielęgnujące to, co w niej najważniejsze. I nie kłamstwo czy niemoralność mam tu na myśli, tylko nieskrępowaną, czystą zabawę.

Giorgio Manganelli: „Literatura jako kłamstwo”. Przeł. Joanna Ugniewska. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2021 [seria: domy(ze)słów].

 

– tekst ukazał się w “artPapierze

Comments: no replies

Join in: leave your comment