Rafał Księżyk: „Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993”

dzika_rzecz_okl
W dokumencie „David Attenborough: Życie na naszej planecie”, który od niedawna można oglądać na popularnym serwisie streamingowym, legendarny podróżnik i biolog mówi, że aby ocalić świat od zagłady, musimy przywrócić mu dzikość i gatunkową różnorodność. Mimo tego, że książka Rafała Księżyka „Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993” dotyczy zupełnie innego tematu, myśl jej przyświecająca jest podobna. Różnorodność, czy też zgodnie z hasłem napisanym przez Roberta Brylewskiego w jednym z klubów – „equmeniq” – i dzikość pozwoliły bohaterom publikacji przetrwać czas politycznego i gospodarczego chaosu. Dziś, by poradzić sobie w równie trudnym momencie, warto przypomnieć sobie o tych wartościach.

Synteza

Księżyk, dziennikarz muzyczny, znawca polskiego undergroundu, współautor rozmów z Brylewskim, Kazikiem Staszewskim, Muńkiem Staszczykiem, Tomaszem Stańką i Tymonem Tymańskim, z socjologicznym zacięciem opisuje czas transformacji i młodych, niezależnych ludzi, którzy przy pomocy nieokiełznanych, dzikich dźwięków, budowali rzeczywistość od nowa. Autor skupia się na czterech latach, od upadku komunizmu do 1993 roku, momentu starcia punkowych ideałów z zachodnim kapitalizmem na festiwalu w Jarocinie. Podczas wydarzenia uczestnicy zrywali ze sceny banery sponsora, firmy Marlboro, dochodziło do zamieszek związanych z niezgodą na komercjalizację legendarnej imprezy. Parę miesięcy później, na początku 1994 roku, rząd wprowadził ustawę o prawie autorskim, co było symbolicznym końcem kilku lat międzysystemowego chaosu i początkiem wdrażania nowych, wolnorynkowych zasad. W tym czasie przemiany działy się rzeczy absurdalne, piękne i z perspektywy dzisiejszych czasów wprost niemożliwe. Niszowe zespoły zdominowały telewizję i radio, nieznani artyści tworzyli lepsze teledyski niż uznane gwiazdy, sprzedające miliony płyt zespoły klepały biedę, a tworzone naprędce kluby gościły zarówno niezależną bohemę, jak i członków mafii.

W rozmowie z Sylwią Chutnik przeprowadzoną dla „Dwutygodnika”, Księżyk przyznaje, że „książka wzięła się z wkurzenia na obecne czasy, w których wszyscy są skłóceni” oraz z niezgody na lansowanie hasła, że muzyką polskiej transformacji było disco polo, kiedy on, świadek tamtych czasów, nie poznał nigdy osoby, która słuchałaby tej muzyki. Dźwiękami przejścia z jednego systemu w drugi były transgresyjne mieszanki buntowniczych gatunków: punka, reggae, rapu, metalu, ale też techno i acid, wszak to właśnie wtedy odbywały się pierwsze, psychodeliczne imprezy rave.

Legenda

„Dzika rzecz” to przede wszystkim opowieść o ludziach. Niezwykłych, barwnych osobowościach, dla których transformacyjny rozgardiasz stał się szansą na kształtowanie rzeczywistości od nowa, według własnych zasad. W ujęciu Księżyka to właśnie artyści, społeczni odmieńcy przyzwyczajeni do niepewnej przyszłości, mogli najlepiej poradzić sobie w zmieniającej się w zastraszającym tempie Polsce. Jak mówi Wiktor Skok, lider zespołu Jude: „Początek lat dziewięćdziesiątych był chaosem, intensywną nawałnicą przeczących sobie nawzajem zdarzeń i komunikatów. Rzeczywistość zmieniała się z dnia na dzień, tak jak kurs złotówki leciał łeb na szyję. Nikt nie wiedział, jak będzie wyglądał następny dzień. Owszem, wszyscy żyli tymi zmianami. Na początku nastąpił oczywiście wybuch optymizmu, lecz natychmiast został wygaszony kolejnymi złymi newsami dotyczącymi najbliższych ci dziedzin czy miejsc, jak na przykład twoje rodzinne miasto. Widzieliśmy wokół degenerację najróżniejszego rodzaju: degenerację ludzi, gwałtowne ubożenie naszych rodziców, upadek przemysłu, likwidacje fabryk, zaprzepaszczenie zdobyczy, które jednak były pewną zasługą czasów tego pseudokomunizmu” (s. 299). Opisywani przez Księżyka kontrkulturowcy wzięli na siebie zadanie tchnięcia nowej energii w obumierające miasta.

Książka składa się przede wszystkim z fragmentów rozmów z twórcami i świadkami opisywanych wydarzeń. Co ważne, sam dziennikarz był ich uczestnikiem i jego głos jest równie istotny. „Dzika rzecz” to w pewnym stopniu autobiografia, gdzie osobowość autora przebija się nie w pierwszoosobowych wyznaniach (których jest dosłownie kilka), ale w opisach muzyki, koncertów i miejsc – soczystych, zaangażowanych, pełnych znawstwa i pasji. Fakt, że Księżyk nie był twórcą zdarzeń, ale śmiało można go określić jako jednego z „załogantów”, jest ważny z dwóch powodów. Po pierwsze, dzięki własnemu doświadczeniu prowadzi znacznie ciekawszą narrację niż osoby z zewnątrz. Jego sposób widzenia tamtych lat jest wielowymiarowy, bogatszy niż kogoś, kto musi wgryźć się w temat. Po drugie, wielkim szacunkiem i sympatią darzy swoich rozmówców, dzięki czemu mogą pozwolić sobie na znacznie większą otwartość. A my, czytelnicy, mamy wrażenie, jakbyśmy weszli do ówczesnej rzeczywistości, a nie oglądali ją przez szklaną szybę.

Ekscentrycy

„Dzika rzecz” pokazuje różne twarze polskiej muzyki czasów transformacji: niejednolite geograficznie, pokoleniowo czy też gatunkowo. Wspomniana już różnorodność stała się cechą szczególną środowisk muzycznych w Trójmieście, Warszawie, Wrocławiu i Łodzi, czyli miejscach, którym dziennikarz poświęca najwięcej uwagi. Równie istotne są nowopowstające zespoły, co uznani już w latach osiemdziesiątych przedstawiciele undergroundu, którzy kiedy znaleźli sposób na zachowanie artystycznej wolności w komunistycznym ustroju, zostali wrzuceni do nowego systemu. Krótko po premierze „Dzikiej rzeczy” w mediach pojawiła się wiadomość o śmierci Pawła „Kelnera” Rozwadowskiego, obok Brylewskiego jednego z najważniejszych bohaterów książki. Muzycy, którzy razem tworzyli m.in. zespół Max i Kelner, są świetnym przykładem artystów lawirujących pomiędzy doskonałym wykorzystaniem nowych warunków a kompletnym zatraceniem się w niezrozumiałej dla nich rzeczywistości.

Tym, co łączy funkcjonujących wówczas artystów, uznanych i debiutujących, była ogromna, często podsycana narkotykami, energia i aktywizm społeczny. Jak mówił przedstawiciel zespołu Kinsky, Tony: „Dziś te akcje mogłyby razić trywialnością czy kompletną amatorszczyzną działania typu »zrób to sam«. Wtedy to wszystko nabierało dziwacznego charakteru, rozbijało oczywistość rzeczywistości, która nas otaczała. Pamiętam, że po tych przemianach systemowych troszeczkę jeszcze trwała bezwładność ludzi, nie od razu wszystko się zmieniło. Dlatego takie proste działania miały swoją siłę” (s. 259). Zarówno ekipa ekscentrycznych prowadzących program „Lalamido” i walczący z neonazistami członkowie antify mieli swój wpływ na tworzącą się Polskę, naznaczając ją zarówno absurdalnym humorem, jak i tolerancją oraz ideą kolektywnego działania.

Dwa słońca

„Skąd się wzięliśmy? O czym zapomnieliśmy? Co zaprzepaściliśmy” (s. 397) tymi trzema pytaniami Księżyk kończy książkę. Patrząc na pierwsze lata Polskiej wolności przez pryzmat sceny muzycznej, można powiedzieć, że na pewno zgubiliśmy po drodze tolerancję i umiejętność rozmawiania i współpracowania ponad podziałami. To znamienne, że dziś, podczas lektury książki o społeczeństwie sprzed trzydziestu lat, uderza fakt, że nie istniał wówczas problem homofobii, o czym świadczą wypowiedzi homoseksualnego twórcy zespołu Balkan Electrique, Sławomira Starosty. Równie interesujący jest rozdział dotyczący sytuacji kobiet w muzycznym środowisku, który pokazuje, jak niewiele zmieniła się przez te lata.

Forma „Dzikiej rzeczy” to rzadkie połączenie wnikliwego, społecznego portretu czasu transformacji z równie wyczerpującym, muzycznym reportażem. Księżyk porusza mnóstwo istotnych tematów, tworząc do nich spektrum kolejnych odniesień. Wskazuje też tropy, którym mogliby podążyć kolejni badacze. Refleksje i obserwacje zawarte w publikacji są niezwykle celne i skłaniają do dalszych poszukiwań. Jednak nie oszukujmy się, „Dzika rzecz” nie fascynuje dlatego, że jest wartościową, kulturoznawczą pracą. To książka, która wciąga nieprawdopodobnymi opowieściami, zabawnymi anegdotami i budzącymi zazdrość wspomnieniami. Czysta frajda, motywująca do działania w równie dynamicznie zmieniającej się, ale bardziej smutnej współczesności.

Literatura:

Chutnik S.: „O czym zapomnieliśmy?”. Rozmowa z Rafałem Księżykiem. https://www.dwutygodnik.com/artykul/9158-o-czym-zapomnielismy.html [dostęp on-line: 28.10.2020].

Rafał Księżyk: „Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2020.
– tekst ukazał się w “artPapierze

Comments: no replies

Join in: leave your comment