„Prawda” Hirokazu Koreeda

deneuve_binoche_koreeda_prawda_2019
„Prawda” to pierwszy niejapońskojęzyczny film w karierze Hirokazu Koreedy. Reżyser zasłynął niezwykle ciepłymi, realistycznymi obrazami życia rodzinnego, wśród których szczególnie docenione zostały „Złodziejaszki” (2018), nagrodzone m.in. Złotą Palmą w Cannes oraz Cezarem dla najlepszego filmu zagranicznego. Przeniesienie miejsca akcji z Japonii do Francji wiązało się z dużym ryzykiem – wielu cenionych reżyserów przy produkcji pierwszego europejskiego czy anglojęzycznego filmu zupełnie traciło swój styl i charakterystyczny nerw. Takim przykładem może być Asghar Farhadi, który w międzynarodowym „Wszyscy wiedzą” stworzył fabułę bliską swoim irańskim dziełom, obsadzając w rolach głównych gwiazdorskie małżeństwo – Penélope Cruz i Javiera Bardema. Efektem był obraz powielający wykorzystywane wcześniej pomysły z hiszpańskim krajobrazem w tle – nudny i wtórny, przypominający bardziej telenowelę niż wiarygodne i nowatorskie „Rozstanie” (2011). Koreedzie francuska przygoda nie odbiła się czkawką – wydaje się, że japoński filmowiec znalazł sposób na połączenie własnego stylu z kulturą kraju, w którym tworzy.

Obraz przedstawia historię Fabienne (Catherine Deneuve), która właśnie wydała swoją autobiografię. Z zawartymi w niej „prawdami” nie potrafi pogodzić się jej córka, scenarzystka Lumir (Juliette Binoche), według której matka zakłamała wiele faktów dotyczącej jej dzieciństwa i zataiła istnienie swojej przyjaciółki Sary, która opiekowała się dziewczynką, gdy matka była zajęta robieniem kariery. By odciąć się od toksycznej krewnej, Lumir wiele lat wcześniej wyjechała do Nowego Jorku, gdzie wyszła za mąż za aktora Hanka (Ethan Hawke), z którym ma wspaniałą córeczkę. Teraz gdy wraz z rodziną odwiedza dom matki, wzajemne oskarżenia oraz ignorowane przez lata emocje zaczynają wychodzić na światło dzienne.

Koreeda zdecydował się na połączenie dwóch równoległych wątków – rodzinnej konfrontacji i pracy Fabienne na planie. Aktorka gra w filmie science fiction, którego fabuła koresponduje z jej relacją z córką. To opowieść o matce, przebywającej w kosmosie, która co siedem lat odwiedza swoje dziecko. Kobieta jest cały czas młoda, natomiast jej córka starzeje się, by w ostatnich scenach przybrać ciało Fabienne, dekady starszej od dwudziestokilkuletniej aktorki wcielającej się w jej matkę. Podobnie w życiu artystki jej córka zdaje się znacznie dojrzalszą od niej. Rola skłania bohaterkę także do innych przemyśleń. Jej wielkość i legenda powoli odchodzą w zapomnienie. To, co stanowiło sens życia, miało ją wpisać na wieczność na karty historii kina, okazuje się równie ulotne, jak codzienne życie. Artyści, którzy stają przed wyborem twórczość a rodzina, często wybierają to pierwsze, tłumacząc, że to wartość niezwykle trwała, stawiająca ich ponad przemijanie i śmiertelność. Historia Fabienne pokazuje, jak błędne jest to myślenie. Sztuka w ujęciu Koreedy ma wartość jedynie wtedy, gdy służy wzmocnieniu wspólnoty, pomaga widzom w uświadamianiu sobie przyczyn trudnych emocji czy znaczenia relacji. Zresztą on sam stanowi najlepszy przykład reżysera, którego portrety rodzinne – pełne ciepła i miłości, ale też niestroniące od pokazywania przywar japońskiego społeczeństwa – mogą być czymś w rodzaju zbiorowej terapii, uzdrowienia tej podstawowej jednostki społecznej, której ważność, w ujęciu autora, jest nie do przecenienia.

W kontekście wspomnianej psychoterapii warto nawiązać do tytułu filmu. Prawda jest drogą do wyzwolenia skrywanych emocji, przyczyną nawiązania ważnych rozmów oraz sposobem na oczyszczenie relacji matki i córki. Przewrotnie, więcej prawdy znajdziemy w świecie filmu, w którym gra Fabienne, niż w jej książkowych wspomnieniach czy kłótniach z córką. To właśnie plan filmowy jest sceną największego przełomu, jaki zachodzi w bohaterce, miejscem, w którym uzmysławia sobie popełnione błędy. Natomiast w biografii i codziennym życiu słynna aktorka zmyśla jak z nut, za kolejnymi kłamstwami ukrywając swoje prawdziwe uczucia i refleksje. Deneuve wzbogaca odgrywaną postać kontekstem swojego aktorskiego emploi. Francuska gwiazda zasłynęła rolami chłodnych, pozbawionych empatii i egoistycznych kobiet. Kwintesencja jej wizerunku to postać wampirzycy Miriam w „Zagadce nieśmiertelności” (1983) Tony’ego Scotta, dla której utrzymanie wiecznej młodości jest ważniejsze niż życie męża i kochanki.

„Prawda” pokazuje, jak w portrecie wyniosłej legendy kina stopniowo zaczynają pojawiać się pęknięcia – kiedy rozmawia z wnuczką, okazuje sympatię byłemu mężowi czy traci na chwilę pozę, obezwładniona siłą bolesnych wspomnień. Co ciekawe, jej córka, występująca jako bojowniczka o prawdę, dotyczącą zarówno jej dzieciństwa, jak i śmierci ukochanej Sary, sama, zupełnie nieświadomie, jest ofiarą własnych mylnych interpretacji i fałszywych wspomnień. Koreeda z czułością przygląda się bohaterce, która chce być ostoją szczerości, a jej własna pamięć płata jej figle. W scenie, w której Lumir zdaje sobie sprawę ze swojego błędu, najsilniej wybrzmiewa wymowa filmu. Reżyser kwestionuje tu pojęcie prawdy całkowitej, wskazując na możliwość poznania subiektywnych prawd – przybliżających nam jednak nie fakty, a osobowość człowieka, który przedstawia swoją wersję.

Koreeda umiejętnie połączył w „Prawdzie” empatyczną obserwację, którą wyróżniały się jego japońskie filmy, z kinofilskim zapatrzeniem w stronę francuskich autorów. Produkcja jest swoistym hołdem dla stylu francuskiego kina, szczególnie: inteligentnych dialogów, silnych emocji, malowniczych miejsc, intertekstualności i swego rodzaju pochwały życia oraz twórczej sztuczności. Wśród wielu zarzutów stawianych „Prawdzie” najczęściej pojawia się uwaga o posługiwaniu się przez reżysera stereotypami dotyczącymi życia wyższych sfer i pokazaniu francuskiej burżuazji w sposób wyjęty z filmowego schematu, a nie z prawdziwego życia. A przecież pozy bohaterów, ich zmanierowanie i nienaturalność świata, w którym przebywają, są właśnie cytatem z historii francuskiego kina, w którym autoteliczność stanowi jeden z najczęściej wykorzystywanych środków. Natomiast relacje w filmowej rodzinie, szczególnie konflikt matki z córką, są w mojej opinii przedstawione z najwyższą wiarygodnością, o czym świadczą bardzo silne emocje towarzyszące mi, córce pary artystów, podczas seansu.

Niezależnie od tego, jak bardzo zaangażujemy się w fabułę i czy uwierzymy w pełni w wykreowany świat, na pewno warto zobaczyć „Prawdę” przynajmniej ze względu na rolę Deneuve, która w żadnej kreacji aktorskiej nie opowiedziała o samej sobie tyle, co w filmie Koreedy. Aktorka jest w swojej roli niezwykle wiarygodna i odważna – pokazuje lęki dojrzałej kobiety, jej nieznośny charakter i nieumiejętność prowadzenia normalnego, czyli przeciętnego, życia. Równocześnie jest onieśmielająco piękna, charyzmatyczna, dowcipna i błyskotliwa – to osobowość, od której emanuje aura niezwykłości, nawet gdy beztrosko wyprowadza psa na jednej z paryskich uliczek. Najciekawsze refleksje związane z filmem Koreedy dotyczą właśnie tej postaci, a nie samej relacji matki i córki, schematu przerobionego w kinie na wiele ciekawszych sposobów. „Prawda” to obraz o sile i słabości aktorstwa, o jego destrukcyjnym i afirmatywnym wpływie na twórców i na widzów. Ten temat japoński autor zrealizował doskonale, wzbogacając swoją filmografię o nowy, niezwykle ciekawy wątek.

„Prawda” („La vérité”). Reżyseria: Hirokazu Koreeda. Scenariusz: Hirokazu Koreeda, Léa Le Dimna. Obsada: Catherine Deneuve, Juliette Binoche, Ludivine Sagnier, Ethan Hawke. Gatunek: dramat. Francja, Japonia 2019, 106 min.
recenzja ukazała się w artPapierze

Comments: no replies

Join in: leave your comment