Kevin Barry: „Nocny prom do Tangeru”

nocny prom do tangeru
Oparłem mój sens istnienia w świecie na – być może nieuzasadnionym – przekonaniu, że pewne obszary Ziemi zawierają więcej magii niż inne. Gdyby ktoś mnie zapytał, co mam na myśli, mówiąc „magia”, prawdopodobnie zdefiniowałbym to słowo jako sekretne połączenie między świadomością człowieka a naturą; jako ukryty, ale bezpośredni pasaż omijający umysł.
Paul Bowles

Bohaterowie powieści „Nocny prom do Tangeru” Kevina Barry’ego na przestrzeni lat pojawiają się w wielu miejscach, w których owa magia jest przez nich szczególnie odczuwalna. Hiszpańskie miasta, zamieszkałe przez mistyczki czy czarownice gotujące wróble, posesje, nad którymi ciąży klątwa elfiego torfu, las w północnym hrabstwie Cork w Irlandii, czyli miejsce, w którym nastolatki zakopują się żywcem, a mężczyźni na zakręcie proszą zmarłych o wybaczenie, aż w końcu port Algeciras, idealna przestrzeń do czekania na prom do Tangeru, równie magicznego miejsca, silnie kojarzonego z twórczością Bowlesa. Fragment autobiografii pisarza, przytoczony powyżej, został zacytowany w artykule „Chrzest samotności” Jana Balbierza, w akapicie dotyczącym roli podróży, narkotyków i muzyki jako sposobów na wyzwolenie się z kleszczy racjonalizmu. Bohaterowie Barry’ego sowicie skorzystali z wymienionych pomocy, a ich sposób bycia jest emanacją wolności i życia nie tylko poza granicami racjonalizmu, ale i prawa. Charlie Redmond i Maurice Hearne przez długie lata zajmowali się przemytem i sprzedażą narkotyków, będąc przy tym ich wnikliwymi degustatorami. Mężczyźni żyją według własnych zasad, poza społeczeństwem, tak jak bitnicy, muzycy rockowi, artyści i myśliciele, czyli goście marokańskiego domu Bowlesa. Mieszkający pół wieku w Tangerze autor znacząco dołożył się do stworzenia literackiego i kulturowego mitu tego miasta. Mitu zmyślnie wykorzystanego przez Barry’ego, pisarza mieszającego z niezwykłą swobodą literackie i popkulturowe tropy, których źródła nie sposób zlokalizować, czego dowodem jest jeden z dialogów: „Kto to napisał, Maurice? Zdaje się, że Szekspir, Charlie. Ale możliwe, że Stevie Wonder” (s. 24).

Jest październik 2018 roku, w hiszpańskim porcie Algeciras poznajemy włóczących się bohaterów. Charlie i Maurice szukają tam córki jednego z nich – dwudziestotrzyletniej Dilly, która po śmierci matki uciekła z domu. Para przyjaciół dowiedziała się, z niezbyt wiarygodnego źródła, że dziewczyna ma wypłynąć dwudziestego trzeciego października promem do Tangeru. Magiczna rola liczby dwadzieścia trzy zostaje przez bohaterów wyraźnie podkreślona, podobnie jak mityczne znaczenie portu, miejsca, którego nostalgiczny nastrój skłania do rozmów, podsumowań i spojrzeń wstecz. Bohaterowie rozdrapują wieloletnie blizny, a zrozumienie relacji dzisiejszych pięćdziesięciolatków wymaga poznania jej historii. Dlatego rozdziały rozgrywające się w październiku 2018 roku przeplatane są fragmentami o przeszłości przemytników. Autor zabiera czytelnika do lat 90. i pierwszych dwóch dekad XXI wieku. Retrospektywna narracja jest prowadzona w bardzo przemyślany i wciągający sposób. Kolejne rozdziały nawiązują do toczących się w 2018 roku rozmów, często są dopełnieniem dialogu, ale także tłumaczą jego tajemnice, stopniowo wypełniając dziury w obrazie relacji bohaterów. Barry bardzo powoli odkrywa karty, część z nich zostawiając zakrytymi, zarówno dla czytelnika, jak i dla Charliego i Maurice’a.

Głównym bohaterem retrospekcji jest Maurice – jego dzieciństwo, małżeństwo z piękną i nieokiełznaną Cynthią, romanse, ojcostwo i załamanie nerwowe. Losy Charliego nie są tak dokładnie przedstawione. Wiemy, że mężczyźni przyjaźnią się od lat, jako nastolatkowie wspólnie zachwycali się filmem „Rumble Fish”, a w dorosłym życiu są partnerami w interesach. Charlie jest kimś w rodzaju cienia Maurice’a, który nie mając własnej rodziny, współuczestniczy w życiu przyjaciela, spędza czas z jego żoną i córką. Droga mężczyzn ku autodestrukcji przebiega niemal równolegle, a dialog między nimi sprawia wrażenie monologu wypowiadanego na głos przez jedną osobę. Pozorna zgodność kryje duże konflikty, a każda z blizn, jaką noszą na swoich ciałach, jest w jakiś sposób związana z osobą przyjaciela.

„Nocny prom do Tangeru” budzi wiele skojarzeń. Duch wspomnianego już Bowlesa unosi się nie tylko nad tytułem powieści, ale też nad sposobem budowania narracji. Irlandzki pisarz, podobnie jak autor „Pod osłoną nieba”, tworzy krótkie sceny, epizody scalone później w większą całość. Jednak najważniejszym odwołaniem jest Samuel Beckett. Charlie i Maurice, czekający na środku wielkiej portowej sceny, toczący absurdalne i ostateczne rozmowy, przypominają bohaterów największych sztuk irlandzkiego dramaturga, przede wszystkim „Czekając na Godota” i „Końcówki”. Sam Barry w wywiadzie udzielonym Seanowi O’Haganowi przyznaje, że „jeżeli w opowieści pojawia się dwóch czekających facetów, to Beckett siedzi tam na twoim ramieniu”. Z mniej oczywistych skojarzeń na horyzoncie pojawia się Shane MacGowan, irlandzki muzyk łączący folk z punkiem. Słynący z autodestrukcji i nonkonformizmu wokalista w swoich tekstach spaja poezję z rynsztokiem i chętnie pisze o nałogach, śmierci, rozczarowaniu i miłości. Porty, mocne alkohole i opium odgrywają w jego piosenkach równie dużą rolę, co w życiu Charliego i Maurice’a.

Barry w ciekawy i nieoczywisty sposób prowadzi zarówno narrację, jak i czytelnika. Za każdym razem, gdy zaczynamy lubić bohaterów przypomina, że mamy do czynienia z niebezpiecznymi ludźmi. Pisarz tę samą pułapkę zastawia na Charliego i Maurice’a. Ilekroć czują się pewnie w swojej relacji, któryś z nich przypomina drugiemu, że są przestępcami, a zasady moralne nie są kodeksem postępowania, do którego mieliby ochotę się stosować. Mimo tego, że jesteśmy świadomi niegodziwości mężczyzn, to i tak nie możemy im odmówić choć odrobiny sympatii. To samo czują do siebie bohaterowie, których losy wciąż się splatają, a wzajemna nienawiść ustępuje miejsca przyjaźni. Barry nie daje swoim bohaterom szansy na spełnienie i odpokutowanie swoich win, ale rodzajem łaski, którą im okazuje, jest pozwolenie czytelnikom na okazanie im współczucia. Pisarzowi w dość krótkiej powieści udało się stworzyć bohaterów, którym wierzymy i którym nie sposób nie okazać empatii.

Stosunek czytelnika do bohaterów jest spowodowany przede wszystkim wiarygodnością dialogów, które są najmocniejszą stroną „Nocnego promu do Tangeru”. Barry ma niezwykły dar do przełożenia mowy potocznej na język literatury. Rozmowy bohaterów brzmią autentycznie, a jednocześnie są bardzo błyskotliwe. Poezja i wzniosłość, jak w codziennych konwersacjach, łączy się z kolokwializmami czy wulgaryzmami. Popkulturowe cytaty są tu wykorzystywane do podkreślenia różnic pokoleniowych czy kulturowych. Zdecydowanie ciekawiej jest ująć osobowość postaci, przedstawiając jej upodobanie do Lee „Scratcha” Perry’ego, czy, wręcz przeciwnie, niechęć do Thoma Yorka, niż zanudzać czytelnika wieloakapitowym pochodem przymiotników czy charakterystyką postaci przypominającą fragment CV. Irlandzki pisarz z niebywałą łatwością odchodzi od schematów związanych z formą literacką, chronologią, sposobem przedstawienia postaci czy prowadzenia dialogów. Co najdziwniejsze i świadczące o wysokiej jakości jego prozy – wszelkie odstępstwa są przyjmowane przez czytelnika równie łatwo. To proza, którą po prostu świetnie się czyta, gdzie sposób opowiadania w niczym nie ustępuje intrygującej treści. Językowy talent Barry’ego obecny jest nie tylko w dialogach, ale też w opisach. Autor wykorzystuje np. słownictwo kojarzące się z portowym krajobrazem do opisania swoich bohaterów: „Są tuż po pięćdziesiątce. Lata przemijają już nieubłaganie niczym przypływ. Twarze mężczyzn noszą ślady dawnych burz – widać to w twardych zarysach żuchw i nieregularnie wykrojonych wargach. Mężczyźni zachowują jednak – z trudem – łobuzerski urok” (s. 8). Pomysłowe jest również oddanie psychozy bohatera powracającymi w jego głowie słowami „k r ó l S e w i l l i”, których zapis, zwielokrotniony i narastający, sugestywnie oddaje jego stan psychiczny. Przy okazji pisania o języku należy wspomnieć o autorze tłumaczenia, Łukaszu Buchalskim, który doskonale oddał specyficzny, irlandzki język bohaterów i zachował rytm powieści. Tłumacz wykazał się niemałą pomysłowością, zastępując niektóre z słów regionalizmami lub anachronizmami – pozwoliło to uniknąć przypisów i zachować wyjątkowe tętno książki.

„Nocny prom do Tangeru” pojawił się w Polsce bardzo szybko – światowa premiera powieści miała miejsce latem zeszłego roku. Nominacja do nagrody Bookera, całkowicie zasłużona, zaostrzyła apetyt na prozę irlandzkiego pisarza, tym bardziej cieszy, że książka została wydana tak sprawnie i to w tak dobrym tłumaczeniu. Barry udowadnia, że można łączyć przemoc z magią, opowieść o przemycie narkotyków z melancholią i bezkarnie łamać pisarskie schematy. Jego proza, piękna i brzydka jednocześnie, tętni prawdziwym życiem i literacką błyskotliwością. „Nocny prom do Tangeru” jest rejsem obowiązkowym dla wszystkich czytelników spragnionych krwistych postaci i niebanalnej narracji, ale też mających poczucie humoru, bo bez niego proza Barry’ego nie sprawi aż takiej przyjemności.

Literatura:

Balbierz J.: „Chrzest samotności”. W: „Tygodnik Powszechny”, https://www.tygodnikpowszechny.pl/chrzest-samotnosci-144847 [dostęp: 30.03.2020].

O’Hagan, K. Barry S.: „I want to get that thread of menace”. W: „The Guardian”, https://www.theguardian.com/books/2019/jun/22/kevin-barry-interview-night-boat-to-tangier [dostęp: 30.03.2020].

Kevin Barry: „Nocny prom do Tangeru”. Przeł. Łukasz Buchalski. Wydawnictwo Pauza. Warszawa 2020.

recenzja ukazała się w artPapierze

Comments: no replies

Join in: leave your comment