Wspomnienie po 9. edycji Ars Independent

grafika 1080p AIF2019

Czytałam niedawno “Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków” Marty Sapały. Choć nadmierny konsumpcjonizm nigdy nie był moim problemem, reportaż pomógł mi uświadomić, że “mniej” może też być dobrą receptą w tematach z pozoru zdrowych i niezbędnych do życia – mniej filmów, mniej książek, mniej wernisaży, mniej bodźców. Zredukowanie liczby przyjmowanej treści pozwala lepiej ją przyswoić. Mózg jest jak jelita, bombardowany zbyt dużą ilością pokarmu przestaje dobrze działać. A gdy wchodzimy jeszcze w kwestie jakości i nadmiernej różnorodności przyjmowanej strawy, zaczynają się prawdziwe problemy z trawieniem.

W tym roku choroba zmusiła mnie do znacznego okrojenia festiwalowych planów. W sumie fajnie – wpisuję się zarówno w “mniej”, jak i w hasło tegorocznej edycji – unsubscribe. I szczerze mówiąc więcej zostało mi w głowie niż po festiwalach, na których ogląda się pięć filmów dziennie.

Firecrakers – jednak mile mnie zaskoczyło. To jedna z produkcji, na którą z zainteresowaniem spojrzałaby Dorota z “Z moich ust”, a, o dziwo, i ja po nieco zniechęcającej zapowiedzi, całkowicie zatopiłam się w tym filmie. Wrażliwa rudowłosa zbuntowana bohaterka, której najważniejszym celem jest ucieczka z domu i z miasta, które ściąga ją w dół. Dysfunkcyjna matka, jej kochanek i przyjaciółka, która jest jednocześnie wsparciem i jego zaprzeczeniem. Emocjonalnie, ten kanadyjski film trzymał mnie cały czas w garści, reżyserka świetnie rozegrała wszystkie genderowe tematy, jednak tym, co ujęło mnie najbardziej, były obrazy. Na początku irytowała mnie rozedrgana kamera, lecz po pewnym czasie polubiłam sposób, w jaki ruszała się, a nawet biegała razem z bohaterkami. W filmie znalazłam moje ulubione obrazy – słupy telegraficzne, świty i zmierzchy, czyli najpiękniejsze fazy dnia. Najbardziej poetyckim obrazem był moment zatopienia się bohaterki w wodzie, w której stopniowo, w małym wirze, znikały jej rude włosy. Kłania się “Życie Adeli”.

Serce + Nóż – film, który, jako kwintesencja kina prezentowanego podczas Ars Independent, wygrał konkurs publiczności. Z seansu wyszłam zachwycona, jest w tym obrazie wszystko, co chcę oglądać na tym festiwalu – zabawa historią kina i jego konwencjami, gejowskie porno, oniryzm, nieposkromiona wyobraźnia, obłędne poczucie humoru i wielka miłość. Zaczęłam opisywać moje ulubione momenty, ale przestałam, gdy okazało się, że streściłam już cały film. Wspaniale, że zagrała tu Vanessa Paradis, niewątpliwie to jej rola życia. Nie zabrakło też niezbędnej w każdym pojechanym francuskojęzycznym filmie (tak, mam na myśli Dzikich chłopców) Eliny Lowensohn, w gotyckich, niesamowicie wystylizowanych scen na cmentarzu. Cudo, cudo, cudo. Tyle mogę napisać.

Pink wall – ten film zrobił mi z serca jesień średniowiecza. Wiedziałam, że będzie ciężko po kilku pierwszych słowach, ale nie sądziłam, że będzie aż tak prawdziwie i boleśnie. Sześć lat i sześć scen z życia niesamowicie fajnej pary, której nie wychodzi. Ten film to życie w skali 1:1, jednak opowiedziane w bardzo piękny, przejmujący i wciągający sposób. Chyba ostatni raz czułam się tak podczas oglądania Zupełnie innego weekendu – para ludzi zaprosiła mnie pod swój koc i widzę wszystko, co na co dzień ukrywają, nawet sami przed sobą. Jest jednocześnie intymnie i ciepło, ale też klaustrofobicznie i nieswojo. A najgorszy jest moment, w którym dostrzega się, że przecież to wszystko uderza tak mocno, bo jest także moimi wspomnieniami.

Pink wall

Byłam także na otwarciu, które było orgiastyczne! Arabskie kino klasy B, dużo erotyki i przepyszna muzyka. Dwa sety animacji wspominam niechętnie (niestety, ominęłam ten, na którym pokazywany był zwycięski film), ale były i jaśniejsze momenty. “Kot kanibal” i “5 powodów dlaczego nie ufam meduzom” – banalna prawda, że zabawne animacje są najbardziej lubiane się sprawdza. Najmilej wspominam jednak “Osobliwą kąpiel pana Otmara” – chorwacką animację zainspirowaną historią jednego z pensjonariuszy zakładu psychiatrycznego oraz stworzoną, jako forma arteterapii, z innymi pacjentami. Kupuję bardzo takie metafory, taką wrażliwość i taki sposób widzenia świata.

Tyle ode mnie. Mniej słów, mniej seansów, ale wcale nie mniej treści i przeżyć.

Comments: no replies

Join in: leave your comment