The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side (2018)

large_the_dom-1

Przyczyną powstania książki „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side” Jana Błaszczaka jest niepozorne zdanie zamieszczone w wydanej niedawno w polskim przekładzie narracyjnej historii mówionej „Please kill me. Punkowa historia punka” Gillian McCain i Legsa McNeila. Andy Warhol w swojej wypowiedzi na temat rewolucji lat sześćdziesiątych wspomina, jak wraz z Nico stał na balkonie w klubie The Dom, gdzie z góry obserwowali innych gości lokalu. Nazwa klubu, swojska i obca zarazem, pewnie przez większość polskich czytelników została zignorowana ze względu na nadmiar ciekawych anegdot i znanych nazwisk zawartych w tej książce. Błaszczak jednak zainteresował się tytułem i zaczął swoje poszukiwania, jakżeby inaczej, w internecie, gdzie natknął się na nazwisko Stanleya Tolkina, właściciela dwóch ważnych miejsc na mapie południowego Manhattanu: tytułowego The Dom i Stanley’s Bar. W miejscu, w którym większość ludzi nasyciłaby już swoją ciekawość, Błaszczak dopiero zaczyna swoje poszukiwania. The Dom stało się powodem jego podróży do Nowego Jorku i przyczyną powstania książki, która na nowo odkrywa temat burzliwych lat sześćdziesiątych i życia przedstawicieli amerykańskiej kontrkultury tamtego okresu.

Narracja, którą Błaszczak wybiera dla swojej opowieści, jest bardzo bliska czytelnikowi. Autor zabiera swojego odbiorcę we wspólną podróż. Niemal tyle samo stron jest poświęconych opowiadaniu o samym poszukiwaniu, co przedstawieniu jego efektu. Autotelizm w przypadku „The Dom” bardzo dobrze się sprawdza. Czytelnik staje się pomocnikiem detektywa, którym jest autor, i wraz z nim odkrywa kolejne karty opowieści o Stanleyu Tolkinie. Opowiadanie o tworzeniu reportażu w ramach reportażu wyzwala też w odbiorcy zupełnie inny rodzaj zaangażowania. Nawet jeśli temat początkowo nie wydawał mu się interesujący, samo śledzenie poszukiwań autora może już takie być.

Bez względu na sposób jej zaprezentowania, w „The Dom” najważniejsza jest opowieść o tytułowym klubie i latach sześćdziesiątych, które w ujęciu Błaszczaka zdają się być zupełnie inne niż w popkulturowym obrazie, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Dychotomia między wyobrażeniem a rzeczywistością stanowi klucz do poszukiwań Błaszczaka, sam w jednym z rozdziałów pisze: „to wszystko kłóciło się z moim wyobrażeniem lat sześćdziesiątych, z wyobrażeniem Nowego Jorku. Podobnych rozminięć z rzeczywistością było więcej. Dlatego klienci Stanley’s wspominali lata sześćdziesiąte z mieszanką nostalgii i grozy. Proporcje tych odczuć zmieniały się w zależności od pochodzenia, przynależności klasowej i poglądów moich rozmówców, którzy stanowili bardzo różne grono” (s. 45). Dwa kluby, których właścicielem był Tolkin, a przez które przewinęło się grono znakomitych artystów, od The Velvet Underground po Chrisa Parkera i słynnych jazzmanów, stanowią przekrój amerykańskiego społeczeństwa. Na podstawie rozmów z bywalcami lokali Błaszczak szkicuje społeczną mapę Nowego Jorku lat sześćdziesiątych. Opowiada przede wszystkim o emigrantach, wszak znaczną część mieszkańców Lower East Side i gości klubów mającego polskie korzenie Tolkina byli ludzie pochodzący z Europy Wschodniej, afroamerykanie i kosmopolityczni artyści, których zwabiły niskie stawki czynszu i różnorodność mieszkańców dzielnicy. Choć drzwi lokali Tolkina były zawsze otwarte dla czarnoskórych klientów (co wcale nie było w tamtych czasach oczywiste), jego tolerancja nie przenosiła się na osoby homoseksualne. Dla Błaszczaka stanowi to kolejną ciekawą obserwację i przyczynek do pogłębienia tematu. W „The Dom” czytamy: „nie wszyscy mogli jednak liczyć na taką przychylność Tolkina. Bohater afroamerykańskich aktywistów, kontrkulturowców i wszelkiej proweniencji artystów dopuszczał się dyskryminacji. Z lektury archiwalnych nowojorskich gazet dowiedziałem się, że nie obsługiwał homoseksualistów. Nie był w tym zresztą odosobniony” (s. 73). Ten fragment jest wzorcowym przykładem toku myślenia autora. Akapit rozpoczyna obszerną historię na temat walk o prawa homoseksualistów i sytuację środowisk LGBT na przestrzeni lat. Błaszczak nie ukrywa tu swoich wrażeń dotyczących Tolkina. Autor nie sili się na obiektywizm. Oczywiście, stara się zachować dystans wobec prezentowanych tematów i pokazać je z każdej strony, jednak daje sobie prawo do własnych opinii i sympatii. Daje to doskonały efekt, kiedy tematem są artyści – w pisaniu Błaszczaka pojawia się wówczas rodzaj pasji, charakteryzujący człowieka opowiadającego o swom ulubionym zespole.

Powyższy cytat pokazuje również sposób, w jaki autor konstruuje swoją książkę. To stale rozgałęziająca się opowieść, w której jeden temat po chwili przeradza się w drugi. „The Dom” jest reportażem składającym się z niemal samych dygresji. Błaszczak zaproponował dość nowatorską formę książki – zamiast snucia linearnej historii autor przechodzi od tematu do tematu. Każdy interesujący fakt, wypowiadany przez jednego z rozmówców, jest przez autora przenoszony do szerszego kontekstu. Dzięki temu przed czytelnikiem pojawia się stopniowo pełny obraz rzeczywistości tamtych lat – rewolucyjnej, pełnej haseł dotyczących wolności, ale jednocześnie bardzo ksenofobicznej i trudnej. Forma jest o tyle ciekawa, że przypomina barowe rozmowy. Częste zmienianie tematu, podążanie za skojarzeniem, a niekoniecznie za pierwotnym sensem rozmowy, oraz wprowadzanie do dyskusji nowych wątków przez kolejne, pojawiające się przy barze osoby to cechy charakterystyczne zarówno „The Dom, jak i rozmów, które toczyły się w lokalu.

Jednak, co ważne, Błaszczak zachowuje reporterską czujność, nie gubi się w dygresjach i we własnych rozważaniach. Zawsze pozostaje wystarczająco blisko głównego tematu. Książka, mimo swojej formy, nie traci nic z wartości historycznej, gdyż źródła danych informacji i autorzy wypowiedzi zawsze są wymienieni przez autora.

„The Dom” to kolejna wydana w tym roku pozycja dotycząca kontrkultury, swoiste uzupełnienie wspomnianego już „Please kill me”, opowiadające o czasach poprzedzających wybuch sceny punk rockowej w Stanach Zjednoczonych. Obserwując zjawiska dziejące się na przestrzeni literatury, sztuki i filmu ostatnich lat, śmiało można powiedzieć o renesansie punka i kontrkulturowych wartości. O ile trudne politycznie czasy zawsze stanowiły idealne środowisko dla artystów i buntowników, to współczesne zjawisko jest o tyle ciekawe, że nie powstaje żaden nowy ruch walczący z systemem na własnych, nowych zasadach, a tylko dzieła zapatrzone w przeszłość. Przedmiotem dyskursu są kontrkultury sprzed dekad: bitnicy, punkowcy, zarówno ci nowojorscy, ale i przedstawiciele polskiej sceny muzycznej lat osiemdziesiątych. Tegoroczna, punkowa odsłona katowickiego festiwalu Ars Cameralis daje temu doskonałe świadectwo. 22 listopada 2018 roku w Jazz Clubie Hipnoza odbędzie się dyskusja „Punk za żelazną kurtyną”, w której udział wezmą: autor „The Dom”, Rafał Księżyk, Konstanty Usenko i wokalista Dezertera, Krzysztof Grabowski. Tematem będzie właśnie bunt sprzed ponad trzydziestu lat. Zainteresowanie dziennikarzy można tłumaczyć faktem, iż lata sześćdziesiąte w Stanach Zjednoczonych i lata osiemdziesiąte w Polsce wywarły największe piętno na naszą współczesną, nie tylko alternatywną, kulturę. Ważny jest również czynnik, o którym wspomina Błaszczyk – bohaterowie, o których pisze, są już w sędziwym wieku, dlatego pracy nad reportażem musiał się spieszyć, by odbyć rozmowy z wszystkimi interesującymi go bywalcami The Dom.

Należy jednak podkreślić, że „The Dom” to reportaż, którego celem jest nie tylko ocalenie od zapomnienia, ale także książka, która pozwoli czytelnikowi w inny sposób spojrzeć na współczesną kulturę. Jak widać praca Błaszczaka już funkcjonuje w szerszym kontekście, ale nie jest to jedyny powód, aby po nią sięgnąć. „The Dom” to dużo więcej niż szukanie polskich akcentów w amerykańskiej kulturze. To reportaż, który łamie przyzwyczajenia, jednocześnie przekazując dużo wiedzy niezbędnej do zrozumienia zjawisk, które na zawsze zmieniły zachodnią kulturę.

Jan Błaszczak: „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2018 [seria: Amerykańska].
recenzja ukazała się w artPapierze

Comments: no replies

Join in: leave your comment