Dzieci szóstego słońca (2018)

large_dzieci_szostego_slonca
Ola Synowiec, autorka reportażu „Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk” od 2011 roku mieszka w opisywanym przez siebie kraju. Dzięki temu udało jej się wystarczająco głęboko wniknąć w życie codzienne Meksykanów i jednocześnie zachować wobec niego dystans. Kulturę Meksyku, często zawiłą dla europejskiego odbiorcy, autorka opisuje na blogu „Mexico Magico”, zaś w książce postawiła przed sobą znacznie trudniejsze zadanie. Oprócz opisywania meksykańskiego społeczeństwa, Synowiec zdecydowała się opowiedzieć o współczesnej duchowości, a właściwie o jej poszukiwaniu przez człowieka Zachodu. Bo choć teoretycznie książka dotyczy meksykańskich wierzeń, to w znacznej mierze opowiada o zachodniej cywilizacji – jej podejściu do religii, ale przede wszystkim o duchowych turystach, pełnych konkretnych oczekiwań wobec meksykańskich szamanów i magów.

Synowiec wybrała siedem przykładów, na podstawie których przedstawia współczesne przejawy duchowości w Meksyku. Opisywane fenomeny pochodzą ze skrajnie różnych systemów. Znajdziemy tu opisy konkretnych wierzeń: obchodów Święta Zmarłych, ruchu mexicanidad, czy też historię wyznawców Reginy, studentki, która zginęła podczas pokojowej demonstracji, a dla meksykańskich wyznawców New Age stała się świętą, zesłaną, by wznieść ludzkość na wyższy poziom świadomości. Obok bardziej tradycyjnych wierzeń pojawia się okultyzm, reprezentowany przez meksykańskich czarowników, mających własny, wspierany przez rząd festiwal oraz szamanów, oferujących grzyby halucynogenne. Katolicyzm pojawia się tu tylko w jednym rozdziale, opowiadającym o konflikcie jego wyznawców z Ewangelikami, na którego przykładzie Synowiec opisuje, jak cenny dla władzy może okazać się spór religijny. Jednak najbardziej zaskakujący zdaje się być rozdział poświęcony Coca-Coli, która dla Meksykanów jest świętym napojem, używanym podczas najważniejszych obrzędów religijnych.

W „Dzieciach Szóstego Słońca” na pierwszy plan przebija się komercyjna strona religii. Synowiec opisuje psychodelicznych turystów wybierających się do Meksyków z własnym wyobrażeniem szamana, któremu tubylcy starają się sprostać, chowając przed obcymi telefony komórkowe i ubrania dostępne w globalnych sieciówkach. Mieszkańcy Meksyku starają się sprostać wyobrażeniom klientów, nie tylko podkreślając własną plemienność i ukrywając znaki globalizacji. Sprzedawcy dewocjonaliów i szamani otwarci są na wszelkie nowe trendy religijne, wśród ich asortymentu zarówno rytuały znane starożytnym Majom, jak i obrzędy wykorzystujące cieszące się dużym zainteresowaniem czakry. Na straganach obok siebie stoją Matka Boża z Guadalupe, św. Antoni, Budda i Santa Muerte. Meksykańska otwartość wobec religii, śmiałość w modernizacji tradycji jest czymś, co w ujęciu Synowiec najbardziej wyróżnia ten naród. Szczególnie, jeśli zestawi się go z dość konserwatywną religią katolicką w Polsce. Autorka zwraca uwagę na fakt, że nawet najsłynniejsze za granicami kraju meksykańskie święto, czyli Święto Zmarłych, powstało nie tyle z tradycji, co z potrzeby marketingowej – zostało wybrane przez polityków jako wydarzenie mogące wyróżniać Meksyk na świecie. Nawet meksykańscy święci, dopasowani do potrzeb społeczeństwa, dalecy są od katolickich standardów. Wśród nich znajdziemy Juana Soldado, nieoficjalnego patrona nielegalnego przekraczania granicy ze Stanami Zjednoczonymi, który był pedofilem i zabójcą, skazanym na śmierć. Santa Muerte jest odpowiednikiem Matki Bożej dla prostytutek, zabójców i ludzi wyjętych spod prawa, a Juan Diego, którego Jan Paweł II beatyfikował go i kanonizował jako pierwszego Indianina w historii Kościoła katolickiego, prawdopodobnie nigdy nie istniał.

Najciekawsze jest to, że Meksykanie, nawet udający przed przybyszami zza granicy mniej nowoczesnych niż są w istocie, w reportażu Synowiec nie tracą autentyczności. Mimo tego, że oferują przyjezdnym usługę duchową dostosowaną do potrzeb odbiorcy, nie są pozbawieni prawdziwej wiary. Obok obrazu dychotomii meksykańskiego społeczeństwa pojawia się również portret zachodniej kultury – roszczeniowej i bezzasadnie spodziewającej się pierwotności w miejscach, do których już dawno dotarła globalizacja. Jednak Synowiec unika jednoznacznych i łatwych ocen, nie ocenia ani jednej ani drugiej strony, starając się pokazać każdy z problemów z jak największej liczby punktów widzenia.

Inną odsłoną komercjalizacji duchowości jest dominacja Coca-Coli na meksykańskim rynku. Napój ten jest w sklepach tańszy od wody, której zresztą pozbawia wioski znajdujące się blisko fabryk. Trudno uwierzyć, że produkt, będący przyczyną cukrzycy i chorób coraz większej liczby Meksykanów, jest przez nich uważany za magiczny i wyzwalający złego ducha. Synowiec rzetelnie odkrywa wszystkie tajemnice tego fenomenu, począwszy od sytuacji politycznej, aż po czynniki kulturowe. Równie rzetelnie przedstawiony jest konflikt pomiędzy katolikami a ewangelikami. Z każdą kolejną stroną czytelnik odkrywa, że sytuacja nie jest tak czarno-biała, jak mógł sądzić na początku. Autorka zwraca uwagę na wszelkie niuanse – również w tym wypadku opowiada nie tylko o historii i polityce, która wpłynęła na dane zjawisko, ale przede wszystkim stara się wniknąć w mentalność Meksykanów, zrozumieć, dlaczego dokonują takich, a nie innych wyborów. Dzięki temu czytelnik łatwiej może zrozumieć, z jakiej przyczyny ewangelicyzm stał się dla Meksykanów tak atrakcyjny. Wabił wiernych perspektywą rozwiązania ich problemów materialnych i małżeńskich – najczęściej związanych z przemocą i nadużywaniem alkoholu. Synowiec przechodzi w tym rozdziale ze skali mikro do skali makro, opisując jak przydatny może być konflikt religijny dla władzy. Jak komentuje jeden z interlokutorów reportażystki: „moim zdaniem nie chodzi tu o żadnego Boga. Chodzi o pieniądze, o władzę, o ziemię. Nie wiemy, kto tak naprawdę tym wszystkim steruje. Stany Zjednoczone, wielkie firmy? Może to taka strategia, żeby ułatwić wejście przedsiębiorstwom, które wydobywają tu ropę czy gaz ziemny albo otwierają kopalnie?” (s. 160). Walka o wpływy i ziemie jest równie ważnym czynnikiem w opowieści o Coca-Coli.

W „Dzieciach Szóstego Słońca” historia i polityka są tylko narzędziami, którymi Synowiec próbuje przeanalizować meksykańską mentalność. Autorka nie ukrywa swojej fascynacji kulturową odmiennością tego narodu, jego skłonnością do mistyfikacji, szczególnie podkreślonej w rozdziale o Reginie oraz w szalenie otwartym postrzeganiu religii. Meksyk jest dla Synowiec krajem, w którym wszystko jest „bardziej”, każde zjawisko jest przerysowane do maksymalnej granicy. Dzięki temu łatwiej można wychwycić zależności występujące także w innych, bardziej „subtelnych” kulturach. Opowieść o zmyślonym życiorysie Reginy i reakcji społeczeństwa na tę historię jest dla pisarki pretekstem do opisania powszechnej prawidłowości: „to bardzo ludzkie, że w zwykłych wydarzeniach doszukujemy się niezwykłego drugiego dna. To nie wymysł wyłącznie naszego linearnego czasu i indywidualistycznego społeczeństwa. Chyba ludzie w każdej kulturze na świecie uważają, że żyją dokładnie w centrum wszechświata i że za ich życia świat zaliczy ważny w swoich dziejach moment. Wszak nic nieznaczące czasy i nic nie znaczące miejsce oznaczają nic nieznaczące życie. A my jesteśmy przecież we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Tu i teraz. Inaczej nasze życie nie miałoby sensu” (s. 86).

Sądzę, że warto zestawić reportaż Synowiec z impresyjnym krótkim metrażem Michała Kopaniszyna i Szymona Padoła „THX GOD” z 2016 roku. W tym filmie, podobnie jak w „Dzieciach Szóstego Słońca”, autorzy przyglądają się ludziom poszukujących transcendencji w wielu zakątkach świata, m.in. Tajlandii, Indiach, Meksyku, Nepalu i Egipcie. W tym eksperymentalnym obrazie również można dostrzec więcej poszukiwań wspólnotowości i plemienności niż Boga. Ta sama myśl pojawia się u Synowiec – autorka pisze, że poszukując Boga, znalazła drugiego człowieka. Obok wszystkich pozostałych zalet to właśnie ta, podczas lektury, była dla mnie najbardziej znacząca – dzięki pisarce mogłam poznać ludzi, bez stereotypów, prób zaszufladkowania czy wydawania sądów. Synowiec pokazuje Meksyk takim, jakim go widzi i nie stara się go oceniać ani kategoryzować.

„Dzieci Szóstego Słońca” to reportaż z najwyżej półki, który wyczerpująco opisuje każdy z poruszanych tematów, a jednocześnie porusza znacznie większy problem, jakim jest duchowość w zachodnim społeczeństwie. To książka świetnie napisana, od której nie sposób się oderwać. Choć brzmi to jak zbiór truizmów i podobne zdania można znaleźć w niemal każdej recenzji, to proszę mi wierzyć – reportaż Oli Synowiec jest książką zupełnie wyjątkową. Od reportażu wymaga się właśnie takiego języka – prostego, ale intensywnego, logicznego i przemyślanego ułożenia wszystkich wątków oraz rzetelnego opowiedzenia o wybranym przekroju tematycznym i wpisaniem go w szerszy kontekst. Niestety, takie reportaże nie zdarzają się zbyt często, zgubione przez zbyt jednowymiarowe postrzeganie problemu, nadmiar banału lub autora, który jest bardziej zainteresowany sobą niż ludźmi, o których pisze. „Dzieci Szóstego Słońca” są wolne od wszelkich błędów i oferują czytelnikowi naprawdę głębokie spojrzenie na współczesny Meksyk. I na niego samego.

Ola Synowiec: „Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2018 [seria: Reportaż].
recenzja ukazała się w artPapierze

Comments: no replies

Join in: leave your comment