Podsumowanie 2018 roku

z23190593V,-Lato-1993-

Od kilku lat moje podsumowanie roku otwiera wzmianka o tym, że mijający rok był fatalny, bo umarli w nim najważniejsi artyści i mędrcy. Prawda jest taka, że dopiero w 2018 umarli naprawdę wszyscy. Poza Iggy’m, który, jak powszechnie wiadomo, jest nieśmiertelny. Okres letni szczególnie mocno przerzedził kontrkulturowe środowisko: Brylewski, Kora, Bourdain, moja mama, czyli ludzie, którzy nawet w mainstreamie zachowali swojego niepokornego ducha. Generalnie 2018 rok był cholernie smutny. Pewnie dlatego w kinie święciły triumfy produkcje czarno-białe, opowiadające o końcu (miłości, czasów lub najprościej – życia). Jednak poniższa lista nie powinna wpędzić Was w przygnębienie. Kinowo był to bardzo dobry rok – dużo świetnego aktorstwa, nowatorstwa, odwagi, ważnych tematów i zachwycającej estetyki.

Tegoroczne podsumowanie roku jest radośnie chaotyczne. Są produkcje, które widziałam w kinie, na festiwalach, ale także te, które nie trafiły do dystrybucji, ale były szeroko komentowane w środowisku filmowych nerdów. Oto 21 filmów, które sprawiły mi najwięcej przyjemności w 2018 roku. Tak po prostu. Jako bonus literacki 6 książek non-fiction, które dały mi mnóstwo radości i przemyśleń. Kolejność nie jest ani alfabetyczna ani hierarchiczna.

Nić-widmo
  1. Nić widmo – kwintesencja dobrze uszytej historii i dobrze skrojonych bohaterów.
  2. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri ten film bardzo mnie dotknął, być może dlatego, że jest w nim esencja kina lat 90. (aktorzy, poczucie humoru, sposób konstruowania narracji, moralność), które działa na mnie jak sentymentalne spotkanie rodzinne.
  3. Ballada o Busterze Scruggsiebracia Coen oswajają żniwiarza. Najlepszy ich film od lat, w charakterystycznym stylu, ale nie odtwórczy.
  4. Listopad – ciekawe połączenie folkloru, guseł, wybujałej estetyki (ekhm, czarno-białe zdjęcia) i dość rubasznego humoru. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam.
  5. Mandyzawsze wierzyłam w Nicolasa Cage’a! Muszę się powtórzyć – czegoś takiego jeszcze nie widziałam.
  6. Suspiria – choć wiele można zarzucić tej produkcji to doceniam ją za klimat, muzykę i taniec, aktorskie iluminacje oraz to, że tak bardzo się różni od pierwowzoru.
  7. Wieża. Jasny dzień – film, który może zmienić życie. A na pewno całkowicie zaabsorbować uwagę widza podczas seansu. Niesamowicie bliski i niezwykły pod względem użycia przestrzeni.
  8. Zimna wojna wiadomo, że to wszystko już było i to w lepszym wydaniu Polskiej szkoły filmowej (ach te nieszczęśliwe romanse w czerni i bieli), a jednak ma w sobie coś magnetyzującego. Bardzo podoba mi się montaż, rwany sposób opowiadania – znowu coś nowego (czy aby na pewno?).
  9. Climax – bad trip na maksa. Nie do opisania, do całkowitego przeżywania.
  10. Fugaznowu: przestrzeń, aktorstwo, tajemnica, ciekawe posługiwanie się metaforami i dźwiękiem. Niezwykle intrygujące ujęcie problemu tożsamości. Polskie reżyserki podbiły w tym roku moje serce.
  11. Lato 1993 czy jest łatwiejszy przepis na film niż pokazanie dziecięcych wakacji? A jednak, dzięki niuansom i poważnemu tematowi w tle, obraz ten nie jest kolejną kopią tej samej historii. Reżyserce udaje się opowiedzieć historię dotykającą trudnych emocji w sposób lekki jak kino Rohmera.

    Zemsta
  12. Czarne bractwo. BlacKkKlansman – być może zbyt wiele tu uproszczeń, a sam film jest zbyt… czarno-biały, jednak nie sposób nie zaangażować się w tę narrację. Spike Lee wraca do gry.
  13. Lady Birdten film jest tak prosty, prawdziwy i dobry, że aż trudno uwierzyć, że otrzymał tyle nominacji do Oscara. No i aktorzy – mam wrażenie, że w 2018 roku nastąpił jakiś globalny zwrot i wszyscy zaczęli genialnie grać.
  14. Dzicy chłopcy – mój film roku, o którym już dość napisałam, m.in. tu Warto podkreślić, że obok psychodelicznych ujęć nie brak również czaro-białych kadrów.
  15. Dziedzictwo. Hereditary – szczerze uważam, że ten film rzucił na mnie klątwę i nawet trochę boję się o nim pisać. Obraz, który zachwiał moją równowagą psychiczną na długie miesiące.
  16. Mektoub. Moja miłość: Pieśń pierwsza – sama się sobie dziwię, że tak bardzo podobał mi się okropnie długi film o tyłkach i cyckach. Kechiche ma niebywały talent do portretowania młodości i piękna codziennego życia.
  17. Zemsta – niezmiernie się cieszę, że mogę usprawiedliwić przyjemność z oglądania przemocy na ekranie, feministycznym wydźwiękiem filmu.
  18. Thelma – sensualny, niepokojący, chłodny, ale pełen emocji. Takich opowieści o dojrzewaniu mi trzeba.
  19. Pomiędzy słowami – Urszula Antoniak zrobiła naprawdę dobry film, świetnie wykorzystując Berlin, Chyrę i Gierszała, a mam wrażenie, że jej wysiłek poszedł na marne, bo nikt tego obrazu nie zauważył. Mimo tego, że, zgodnie z trendem, utrzymany jest w czarno-białych kadrach.
  20. Lato – kolejny czarno-biały hit. Opowieść o radzieckiej scenie muzycznej, z dystansem i klasą. Warto obejrzeć dla musicalowej aranżacji Psycho Killera Talking Heads.
  21. Jestem najlepsza. Ja, Tonya – rasowe kino, niebywale zagrane i opowiedziane w nieograny, zajmujący sposób. Takiego kina głównego nurtu życzę sobie w nowym roku.

Być może zadajecie sobie pytanie dlaczego w tak pokaźnym zestawieniu nie ma Romy. To prawda, genialne zdjęcia (czarno-białe!), poruszająca historia i świeżość spojrzenia sprawiają, że film Cuarona bardziej zasługuję na obecność w top 21 niż kilka innych tytułów. Cóż, nadal mszczę się za Grawitację.

Im jestem starsza tym bardziej interesuje mnie życie, a nie fikcja. Eseje uwielbiałam zawsze, ale nigdy nie sądziłam, że tak pochłoną mnie reportaże. Zresztą, bądźmy szczerzy, rzeczywistość dostarcza ciekawszych wrażeń niż kolejna próba odgrzania gatunkowej konwencji. Przepraszam.

  1. Wszyscy jesteśmy dziwni, Karolina Sulej – no bo jesteśmy, nawet jeśli nie mieszkamy na Coney Island.
  2. Dzieci Szóstego Boga, Ola Synowiec – świetna książka dotycząca nie tyle Meksyku, co samej wiary. Rzetelna i wyczerpująca reporterska i kulturoznawcza robota.
  3. Style radykalnej woli, Susan Sontag – ponieważ moje kolejne zawody nie wymagają ode mnie intelektualnego wysiłku, odzwyczaiłam się od akademickiego żargonu i czasem nawet mam problemy z wyjaśnieniem komuś dlaczego postmodernizm polega na przejściu z ontologii do epistemologii. Dlatego eseje Sontag są dla mnie ratunkiem, gdyż można rozkoszować się celnymi spostrzeżeniami autorki, bez konieczności wracania myślami do dorobku XX-wiecznego humanizmu.
  4. Please kill me: Punkowa historia punka, Legs McNeil, Gillian McCain – wiadomo.
  5. The Dom: Nowojorska bohema na polskim Lower East Side, Jan Błaszczak – mam mieszane uczucia w stosunku do tej publikacji. Temat bardzo ciekawy, jednak sam sposób jego przedstawienia, mimo tego, że uwielbiam kiedy autor tak wyraźnie eksponuje swoją obecność, trochę przeszkadzał mi w podążaniu za samą historią. Zbyt dużo dygresji?
  6. Słońce wśród czarnego nieba: Studium melancholii, Mira Marcinów – zestawienie bez ani jednej pozycji z wydawnictwa Słowo Obraz/Terytoria to nieporozumienie. A ta książka jest wyjątkowo dobra i, jeśli jesteście równie neurotyczni jak ja, na stałe wzbogaci wasze słownictwo.

Comments: no replies

Join in: leave your comment