Zapiski z domu wariatów (2017)

christine-lavant-1
Jest rok 1935, dwudziestoletnia Christine Lavant spędza sześć tygodni w klinice psychiatrycznej w Klagenfurcie. Ponad dekadę później wydawane są jej pierwsze nowele („Dziecko” 1948, „Dzbanek” 1949) i wiersze. W latach pięćdziesiątych rozpocznie się jej przyjaźń z Thomasem Bernhardem, którego wkład w rozpowszechnienie poezji Lavant jest nieoceniony. Opisywany przez pisarkę szpital czeka mniej chlubna przyszłość. Podczas wojny, kilka lat po pobycie pisarki, w klinice dochodzi do eksterminacji osób chorych umysłowo. W ciągu pięciu lat śmierć ponosi tu ponad 1500 pacjentów. Niewykluczone, że wśród ofiar znalazły się pierwowzory postaci opisanych przez Lavant. Jednak podczas lektury „Zapisków z domu wariatów”, wydanych po polsku przez Wydawnictwo Ossolineum, zdajemy sobie sprawę, że przyszłość nie ma racji bytu. Autorka nie wierzy we własną przyszłość, boi się jej i stara się jej uniknąć (trafia do szpitala po nieudanej próbie samobójczej), natomiast sama narracja jest pisana na gorąco. Wrażenie bycia „tu i teraz” potęguje zapis przerywany czasem koniecznością stawienia się na rozmowę lub obecnością innej osoby. Ta forma stanowi największy atut „Zapisków z domu wariatów”, pozwala czytelnikowi całkowicie zanurzyć się w opisywanym świecie i od wewnątrz obserwować kolejne kręgi szpitalnego piekła. Tym większe uznanie należy się Lavant – autorka, paradoksalnie, najprawdopodobniej stworzyła ten dziennik jedenaście lat po pobycie w zakładzie zamkniętym. Forma spisywanej na bieżąco relacji jest zatem wynikiem precyzyjnej i nad wyraz autentycznej stylizacji.

Lavant zostaje umieszczona w zakładzie na własne życzenie. Po nieudanej próbie samobójczej prosi burmistrza o sfinansowanie pobytu w szpitalu. Narratorka zostaje zatem jedyną pacjentką, która przebywa w klinice z własnej woli, będąc jednocześnie finansowana przez gminę, a nie z własnych środków. Ponadto Lavant zostaje umieszczona od razu na Oddziale Drugim, omijając najgorszy, Trzeci Oddział, który dla pozostałych chorych był pierwszym etapem pobytu w szpitalu. Przez to autorka od początku jest wykluczona. Jest wyrzutkiem w zakładzie dla wyrzutków, zbyt normalną, by tam pasować, zbyt nienormalną, by funkcjonować w społeczeństwie. Panująca na Oddziale hierarchia w niczym nie odbiega od tej panującej w „zdrowym” świecie. Są tu pacjentki lepiej traktowane, te, które opłacają swój pobyt, oraz pacjentki gorszej kategorii, przebywające tu na koszt gminy. Autorka przez pielęgniarki jest traktowana jak jedna z lepszych, personel zwraca się do niej jak do normalnej osoby, ma przywilej codziennej kąpieli. Natomiast inne pacjentki odnoszą się do niej z niechęcią, jest uważana za szpiega, a większość jej nieporadnych zachowań budzi niesmak i pogardę.

„Zapiski z domu wariatów” nie tylko stawiają pytanie o naturę szaleństwa i jego definicję, ale w warstwie fabularnej są próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego Lavant próbowała popełnić samobójstwo i z jakiego powodu oddała się w ręce instytucji zamkniętej. Rozwiązanie zagadki pojawia się, jak w każdej szanującej się prozie, w zakończeniu, natomiast Lavant stopniowo odkrywa kolejne karty i obok głównego, dość prozaicznego powodu, stara się odsłonić przed czytelnikiem inne powody, które mogą pchnąć kogoś do samobójstwa. Bohaterka jest bardzo młodą, wrażliwą dziewczyną, której trudno odnaleźć się w świecie. Problem z podjęciem decyzji dotyczących przyszłości i brak wsparcia bliskich to kwestie, które każdy z czytelników może zrozumieć. Tym łatwiej jest nam utożsamić się z Lavant, zrozumieć nieco niedopasowaną, młodą kobietę, która znalazła się we wrogim, szpitalnym środowisku. Przyjęcie perspektywy autorki, jeszcze bardziej niż w przypadku trzecioosobowej narracji, skłania odbiorcę do zastanawiania się nad kwestią szaleństwa. Dla pisarki choroba zaczyna się wraz z poddaniem się. Wielokrotnie rozmyśla nad tym, że też chciałaby rzucić talerzem, krzyknąć, całkowicie się poddać i nie kontrolować swoich zachowań. Natomiast szaleństwo może być też metodą manipulacji. Lavant próbuje zmylić personel i udawać, że przyczyną jej problemów jest nieszczęśliwa miłość do szwagra. Zastanawia się też, czy nie lepiej byłoby całe życie udawać niepoczytalną i zostać w szpitalu na długie lata. Intymne myśli Lavant czynią całą opowieść bliższą. To nie jest emocjonująca relacja ze szpitala psychiatrycznego, jakich wiele. To osobisty obraz życia wewnętrznego, który pozwala czytelnikowi zrekonstruować wszystkie doznania, jakie taki pobyt wywołuje w pacjencie.

Lavant to pisarka obdarzona niezwykłym darem obserwacji. Postacie opisuje z czułością i okrucieństwem. Nie oszczędza nikogo, demaskuje swoje i cudze zafałszowanie, wyśmiewa cynizm personelu, „duchowe budowanie” własnej siostry i buddyjskie praktyki jej męża. Pisarka nie boi się napisać, że gdy jedna z pacjentek zmarła w męczarniach, jedyne, o czym myślała, to możliwość odziedziczenia jej łóżka. Podczas charakteryzowania pacjentek i bliskich sobie osób pisarka puszcza wodze wyobraźni, tworząc celne i jednocześnie bardzo literackie opisy postaci, jak np. „I ten wysoki głos, który przypominał śpiew piły, a w bezzębnych ustach brzmiał tak obco, jakby zaraz miało się w nich ukazać małe białe zwierzątko” (s. 7). Relacja Lavant jest prostym i szczerym potokiem myśli. Autorka nie koloryzuje zastanej rzeczywistości, przedstawia ją i siebie bez żadnych ozdobników, lecz nawet w tak bezlitosnym otoczeniu Lavant nie zapomina o poezji. Metodą na zaśnięcie jest dla pisarki przywołanie słów i dosłowne wyobrażanie ich sobie, np. przy słowie „kamień” należy odczuć cały jego ciężar. Poezja jest jedynym schronieniem dla młodej pisarki, pozwala jej stworzyć miejsce, w którym jest „u siebie”, gdzie nie odstaje. Jednocześnie poezja jest jej największym przekleństwem – to właśnie przez chęć pisania wierszy jest uznana za dziwadło. Chodzi tu nie tylko o sam fakt pisania, ale o to, że Lavant pochodzi z niezamożnej rodziny, dlatego powinna zająć się pracą fizyczną, a nie pisaniem i edukacją. „Widzi pan, kolego, do czego to dochodzi, jak każdy górnik upiera się posyłać dzieciaki do szkół i tak dalej” (s. 24) – tak w prostych słowach kwituje próbę samobójczą autorki jeden z przesłuchujących ją mężczyzn. Hierarchia społeczna, kwestia klas, zarówno w kontekście społeczności zamkniętej, jak i otwartej, jest jednym z głównych problemów „Zapisków z domu wariatów”. Lavant pokazują, że definicja normy jest zależna od statusu społecznego, jaki zajmujemy.

„Zapisku z domu wariatów” wśród innych powieści dotykających problemu szpitali psychiatrycznych wyróżnia to, że autorka skupia się przede wszystkim na sobie, poddaje wiwisekcji swój własny umysł. W przeciwieństwie do „Przerwanej lekcji muzyki” Susanny Kaysen czy innych popularnych powieści na ten temat, głównym przedmiotem rozmyślań nie jest miejsce i osoby w nim się znajdujące (choć autorka nie zaniedbuje tego aspektu), ale to, co dzieje się w umyśle kobiety po wejściu do tej obcej, nieprzyjaznej przestrzeni. Warto wspomnieć, że autorka zmarła w 1973 roku, natomiast „Zapiski z domu wariatów”, odnalezione w dokumentach jej tłumaczki, zostały wydane dopiero w 2001 roku. Łatwo zrozumieć, dlaczego Lavant nie chciała wydania tej książki za swojego życia. Zaważył tu i kontekst Drugiej Wojny Światowej i lęk przed zranieniem bliskich, szczególnie sióstr. Cieszy fakt, że dzieło przetrwało i może być czytane również dziś, bo to wyjątkowe i zupełnie niepowtarzalne ujęcie najpopularniejszych w literaturze tematów: szaleństwa, miłości, zniewolenia i życia w społeczeństwie.

Christine Lavant: „Zapiski z domu wariatów”. Tłum. Małgorzata Łukaszewicz. Wydawnictwo Ossolineum. Wrocław 2017.
– tekst ukazał się w artPapierze

Comments: no replies

Join in: leave your comment