Wywiad z Angélique Litzenburger i Samuelem Theisem

Angélique Litzenburger i Samuel Theis
Angélique Litzenburger i Samuel Theis fot. Dominika Prejdova

“Party girl” to historia sześćdziesięcioletniej pracownicy nocnego klubu, która stoi przed szansą odmienienia dotychczasowego życia. Przyjmuje oświadczyny emerytowanego górnika, jednak stabilizacja i konieczność godzenia się na kompromisy zdają się być zbyt dużym wyzwaniem dla jej niepokornego charakteru. Czy dojrzała kobieta o osobowości nastolatki będzie potrafiła dostosować się do społecznych schematów?

Tym, co w “Party girl” najbardziej oryginalne jest historia jej powstania. Film jest zainspirowany prawdziwymi losami autentycznej postaci. Angélique Litzenburger, która w filmie gra samą siebie, jest matką reżysera i głównego pomysłodawcy filmu. Matka i syn byli gośćmi krakowskiego festiwalu PKO Off Camera i dzięki uprzejmości Dominiki Prejdovej z Gutek Film udało się mi przekazać im kilka pytań.

Sara Nowicka: W filmie gra Pani samą siebie, zaś fabuła jest oparta na autentycznych wydarzeniach z Pani życia. Czy decyzja o wejściu w nową rolę i pokazaniu siebie i swojego życia kinowej widowni była dla Pani trudna? Dlaczego zgodziła się Pani na wzięcie udziału w tej produkcji?

Angélique Litzenburger: Kiedy mój syn powiedział mi o pomyśle sportretowania mnie w filmie opartym na moim prywatnym życiu i moim zawodzie tancerki w kabarecie, nie zgodziłam się od razu. Wahałam się, jednak porozmawiałam z moimi dziećmi i przekonały mnie, że to dobry pomysł. Później Samuel dodał: “Hej, będziesz pracować ze swoimi własnymi dziećmi, będziesz grać ze swoją rodziną” (Samuel i troje jego rodzeństwa również grają w filmie samych siebie – przyp. S.N.) i powiedziałam sobie, że współpraca z własnymi dziećmi to naprawdę wyjątkowe doświadczenie. To może się zdarzyć tylko raz. Ale początki nie były łatwe, ponieważ zastanawiałam się co ludzie o mnie pomyślą – kabaret, taniec, a obok tego dzieci i małżeństwo. Ale ostatecznie wszystko ułożyło się dobrze.

Samuel Theis: To opowieść o rodzinie, nie tylko w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale też w szerszym kontekście. W naszej ekipie ja i współreżyserki jesteśmy ze sobą bardzo blisko, dziewczyny znają się też bardzo dobrze z Angélique i resztą. Wzajemne zaufanie było kluczowe przy tym projekcie. Wspaniale było zobaczyć jak nieprofesjonalni aktorzy grają samych siebie, bez potrzeby ukrywania czegoś, próbowania grania kogoś innego lub pokazywania tylko swojej dobrej strony. Ludzie, którzy wystąpili w tym filmie, byli bardzo naturalni i szczodrzy. Sądzę że też dzięki temu, że mogli nam w pełni zaufać.

S.N.: Film opowiada o Pani, jednak nie jest dokumentem. Jaki był Pani udział w pracy nad nim? Pokornie spełniała Pani polecenia reżyserów czy to do Pani należało ostatnie słowo na temat wyglądu i zachowania bohaterki?

A.L.: Tak, grałam samą siebie, jednak reżyserzy udzielali mi wskazówek. Czasami mieliśmy odmienne zdanie na jakiś temat, ale dawaliśmy sobie wolność.

S.T.: Nie dawaliśmy aktorom tekstu i scenariusza wcześniej. Każdego dnia przychodzili na zdjęcia nie wiedząc co ich czeka. Tłumaczyliśmy im pokrótce scenę, ponieważ nie chcieliśmy, aby zaprzątali sobie głowę nadmiarem informacji. Opisywaliśmy jedynie zarys, czystą sytuację i cel bohatera. Ale mogli grać w taki sposób, w jaki chcieli.

A.L.: Tak, byliśmy całkowicie wolni. Reżyserzy raczej obserwowali nas grających, nie kontrolowali nas.

S.T.: Jednak bardzo dobrze omówiliśmy scenariusz, wiedzieliśmy czego chcemy. Nie chcieliśmy improwizować, znaliśmy historię, którą chcieliśmy pokazać, tylko nie opowiedzieliśmy jej aktorom.

S.N.: Moją uwagę przykuła scena, w której bohaterka ogląda latające nad nią balony. Jest niemal magiczna w porównaniu z resztą filmu. Czy taki był Pana zamysł – wprowadzenie odrobiny niezwykłości w bardzo emocjonalny i prawdziwy film?

S.T.: Naszą intencją było zrobienie czegoś jasnego, rodzinnego, trochę w nawiasie. Czegoś, co pozwoli odetchnąć. W tym momencie filmu wiemy już, że Angélique ma problem z Michelem i z pożądaniem, więc wiemy, że będzie trudno. Potrzebujemy chwili oddechu, momentu, w którym wszystko będzie dobrze. Na początku napisaliśmy scenę z wesołym miasteczkiem i kolejkami górskimi, ale była zbyt klasyczna i nudna. Wtedy przypomnieliśmy sobie, że istnieją pokazy balonów, organizowane raz na dwa lata i odbywały się akurat, kiedy byliśmy w trakcie zdjęć. Pomyśleliśmy, że wizualnie balony będą dużo bardziej imponujące i oryginalne.

S.N.: Pana film to hołd dla Angélique, kobiety która, mimo imprezowego trybu życia, ma dobry kontakt ze swoimi dziećmi. Wielu osobom z rodzin, które wychodzą poza normę, często trudno pogodzić się z odmiennością swoich rodziców. Pan nigdy nie miał z tym problemu czy docenił Pan niekonwencjonalność swojej matki dopiero w dorosłym życiu?

S.T.: Taka sytuacja jest problemem, kiedy jest się bardzo młodym, ponieważ jako dziecko jest się bardzo normatywnym. Chcesz być taki jak inni i chcesz mieć takich rodziców jak inni. Chcesz mieć miłą rodzinę, miłych rodziców, pragniesz być z nich dumny. To było dla nas trochę trudne: sposób ubierania się matki, jej biżuteria, mocny makijaż, to, że często była pijana, nawet w szkole. Czasami było bardzo ciężko, ponieważ przychodziła na szkolne przyjęcie i pod koniec dnia była już dość wstawiona. To był dla nas problem. Ale kiedy dorośliśmy, próbowaliśmy ją zrozumieć, dowiedzieć się dlaczego się tak zachowuje. Zobaczyliśmy, że dopasowanie się do konwenansów było dla niej naprawdę niemożliwe. Uznawany model społeczny nie był dla niej, zawsze była poza ramą.

Jednak myślę, że mnie jako scenarzyście byłoby łatwo napisać coś o problemie dzieci, które mają takich rodziców. Łatwo byłoby w momencie, gdy Angélique decyduje się na ślub i kontaktuje się z dziećmi, umieścić kilka scen pokazujących postawę “nie, nie chcemy cię widzieć”. Ale opieraliśmy się na własnym doświadczeniu życia z nią. Było oczywiste, że nie oceniamy jej, jesteśmy ponad to i nie mamy też żadnego konfliktu z Angélique jako matką. Ponieważ od naszych najmłodszych lat dawała nam jedną bardzo ważną rzecz. Dawała nam miłość i nigdy nie mieliśmy wątpliwości co do jej matczynej uczuć. Uważam, że to najważniejsze. Była bardzo kochająca, nawet jeśli nie było jej zbyt często przy nas. Historia Cynthii jest inna. Naprawdę była w rodzinie zastępczej i był taki czas w jej dzieciństwie, kiedy nie widywała matki. Jednak, kiedy moja matka odnowiła z nią kontakt, bardzo łatwo było im się porozumieć, bez żadnych konfliktów i złości. Dlaczego tak jest, naprawdę nie wiem. Ale było dla nas bardzo ważne, by to pokazać. Pokazać, że czasem w rodzinie dzieją się rzeczy, których nie możesz wytłumaczyć, ale najważniejsze jest to, by mieć rodzinę. Czasami przechodzisz przez wiele rzeczy, znosisz dużo tylko po to, by mieć matkę i by czuć się częścią rodziny.

S.N.: Angélique mówi po francusku i niemiecku, żyje przy granicy obu krajów. Jak ważne jest połączenie tych dwóch kultur w jej postaci?

A.L.: Pracowałam zarówno we Francji jak i w Niemczech. Bardziej lubiłam pracę w drugim z tych krajów. Jest tam więcej wolności, więcej luzu niż we Francji. Również wychowałam się w Niemczech, dzięki czemu mówię w tym języku. Czuję się dobrze na granicy i lubię środowisko górników. Cieszę się, że zostało pokazane w filmie. Trudno mi dostrzec różnicę pomiędzy Francją i Niemcami, ponieważ znam oba kraje od dziecka.

S.T.: Między dwoma krajami są różnice, niewidoczne w krajobrazie, ponieważ obie strony granicy wyglądają podobnie, dlatego staraliśmy się w filmie pokazać te różnice przy pomocy języka. Gdyby nie on, trudno byłoby pokazać różnicę pomiędzy częścią francuską i niemiecką. Kręciliśmy w: Alzacji, Lotaryngii i Sare. Ten region ma trudną historię, raz to terytorium należało do Niemiec, raz do Francji. Chcieliśmy pokazać jego specyfikę i jego kulturowe rozmazanie – trudno powiedzieć, co w tym miejscu pochodzi z Francji, a co z Niemiec. Język pomógł nam o tym opowiedzieć. Zarówno Francuzi, jak i Niemcy wypowiadają się w bardzo muzykalny sposób.

W Niemczech przepisy dopuszczają istnienie sex clubów, we Francji takie miejsca są niedozwolone. We Francji ten region jest znany z górnictwa, natomiast po niemieckiej stronie granicy znajduje się mnóstwo nocnych klubów. Jest w tym trochę hipokryzji, bo większość bywalców tych klubów stanowią Francuzi. W filmie jest scena, w której Angélique idzie ulicą i mówi: “Tu pracowałam, i tu, i tu”. Te lokale naprawdę znajdują się na jednej ulicy, której jedna część znajduje się we Francji, a druga w Niemczech. W części niemieckiej możesz zobaczyć wszystko: kabarety, światła jak w Las Vegas, a część francuska jest surowa. Wiąże się z tym wiele historii, na przykład podczas kontroli w klubie dziewczyny bez papierów przeskakują na francuską stronę ulicy, by się jej wymknąć. Brzmi jak opowieść o Dzikim Zachodzie, ale to prawda. Teraz wszystkie francuskie kopalnie są zamknięte i ludzie szukają pracy w Niemczech, więc też dlatego muszą się posługiwać językiem niemieckim. Czasami kulturowe wpływy są przymusowe.

“Party girl”; reżyseria i scenariusz: Claire Burger, Samuel Theis, Marie Amachoukeli-Barsacq; występują: Angélique Litzenburger, Samuel Theis, Joseph Bour; produkcja: Francja 2014; czas trwania: 96 minut

– wywiad ukazał się w Portalu Katowickim

Comments: no replies

Join in: leave your comment