Swobodne opadanie (2014)

z19440661Q,-Swobodne-opadanie---rez--Gyorgy-Palfi

Siedemdziesięcioletnia mieszkanka Budapesztu ma dość życia i nudnego, irytującego męża. Postanawia ukrócić swoje cierpienie i skoczyć z dachu bloku, w którym mieszka. Mimo upadku z dużej wysokości, udaje jej się przeżyć. Możliwość odebrania sobie życia to zatem pierwsza, w pewnym sensie podstawowa ludzka wolność, która zostaje w „Swobodnym opadaniu” zakwestionowana. Kolejne próby samobójcze staruszki stanowią spoiwo łączące opowieści o mieszkańcach węgierskiego bloku. Każda z siedmiu nowelek prezentuje inny sposób ograniczania wolności jednostki lub – wręcz przeciwnie – zbyt dużą swobodę, która paradoksalnie prowadzi do zniewolenia. Lokatorzy są nieprzeciętni, a ich historie – często absurdalne i surrealistyczne. Na kolejnych piętrach zobaczymy duchowego coacha, który boi się, że jego pozycji mistrza zagrozi lewitujący uczeń, mieszkającą w sterylnie czystym mieszkaniu parę, owiniętą folią nawet podczas seksu, ginekologa dokonującego szokującego zabiegu, nagą kobietę przebywającą na przyjęciu wyższych sfer, miłosny trójkąt oraz pozornie typową rodzinę z ojcem despotą i synem, który boi się przebywającej w salonie krowy. Każdy segment opowiedziany jest w innym stylu. Reżyser György Pálfi przyznaje, że miał niewiele czasu na stworzenie tego filmu, za stylistykę kolejnych części odpowiadali zatem między innymi kostiumograf, operator i scenograf.

Pálfi to twórca, którego kojarzy się przede wszystkim z formalnymi eksperymentami. Niema „Czkawka”, groteskowa „Taxidermia” czy stworzony techniką found footage „Panie, panowie – ostatnie cięcie” należą do najoryginalniejszych europejskich filmów wyprodukowanych w nowym stuleciu. Na tle tych produkcji „Swobodne opadanie” zdaje się obrazem niemal konserwatywnym. Surrealizm i diagnoza kondycji współczesnego Węgra (kontekst narodowy ma w kinie Pálfiego niemałe znaczenie) nie są tu tak ostre i bezkompromisowe jak w „Taxidermii”. Mimo tego, że w „Swobodnym opadaniu” jest kilka naprawdę ciekawych montażowych rozwiązań (przejście z ujęcia, na którym starszy pan goli sobie brzytwą brodę, do ujęcia przedstawiającego nóż krojący chleb), to nie sposób porównać tego filmu z rewelacyjną pod tym względem „Czkawką”. „Swobodne opadanie” przegrywa także w zestawieniu z „Panie, panowie – ostatnie cięcie” – brakuje tu zaskoczenia, zaś sam pomysł stworzenia filmu podzielonego na segmenty poświęcone życiu sąsiadów jest niezbyt oryginalny (o czym za chwilę). Jedynie świetna muzyka Amona Tobina nie odbiega poziomem od ścieżki dźwiękowej poprzednich filmów Węgra. „Swobodne opadanie” to zatem niekonwencjonalna, sprawnie zrobiona produkcja, której potencjał nie został jednak przez Pálfiego do końca wykorzystany, przez co jest najsłabszym filmem w dotychczasowym dorobku węgierskiego eksperymentatora.

„Swobodne opadanie” można zestawić z zeszłorocznymi „Sąsiadami” Grzegorza Królikiewicza. Filmy łączą koncept oraz forma – każdy z nich podzielony jest na fragmenty opowiadające zamknięte, różne stylistycznie historie. Zarówno Królikiewicz, jak i Pálfi przedstawiają życie mieszkańców konkretnie umiejscowionej, zamkniętej przestrzeni, przez co ich filmy można traktować jak wypowiedzi na temat współczesnych Polaków i Węgrów. Chociaż w obu produkcjach znajdziemy sporo absurdu, surrealizmu i poczucia humoru, to zawarte w nich obserwacje społeczne są często bardziej trafne niż diagnozy zawarte w poważnych i silnie zaangażowanych, realistycznych produkcjach. Niestety, żadnemu z twórców nie udało się uniknąć nierówności, tak częstej w przypadku nowelowych filmów –momenty niemal wybitne zestawione są z fragmentami przeciętnymi lub nawet nijakimi.

„Swobodne opadanie” to zbiór rozmyślań nad wolnością współczesnego człowieka – niemożliwą, destrukcyjną i paradoksalnie zniewalającą. Być może film Pálfiego byłby dużo lepszy, gdyby reżyser, podobnie jak mistrz kinowego surrealizmu Luis Buñuel w „Widmie wolności”, zrezygnował z wieńczących każdą nowelkę point i w bardziej swobodny, kontestacyjny sposób potraktował filmową narrację. Mimo wymienionych niedostatków, „Swobodne opadanie” wciąż pozostaje jestem filmem, który ucieszy każdego wielbiciela surrealizmu i absurdu.

 

„Swobodne opadanie”
reż. György Pálfi
premiera: 8.01.2016r.

– tekst ukazał się w “Czasie Kultury”

Comments: no replies

Join in: leave your comment