Kornelia Chojnacka – wywiad

Nadwrazliwosc2

Sara Nowicka: Sny mogą być nadwrażliwe?
Kornelia Chojnacka: Podręcznikowo nadwrażliwość to nieprawidłowa reakcja uczulonego wcześniej organizmu na powtórne zetknięcie się z antygenem. Przekładając to na tytuł wystawy, nadwrażliwość snów to reakcja umysłu na rzeczywistość, z którą stykam się co dzień, i którą przetwarzam w marzeniach sennych. Nie twierdzę, że jestem uczulona na rzeczywistość, ale z pewnością oddziałuje ona na mnie wystarczająco silnie, by nie pozostała bez echa w snach i obrazach.

Kiedy przeczytałam, że jesteś amatorką, a Twoja przygoda z malarstwem zaczęła się zaledwie cztery lata temu, byłam bardzo zdziwiona. Twoje prace wskazują, że jesteś bardzo świadoma formy: kompozycji, technik nakładania farby, doboru kolorów, posługiwania się symbolem. Powiedz, co nakłoniło Cię do rozpoczęcia przygody z malarstwem i czy masz może w swoim otoczeniu osoby, które służą fachową radą i pomagają Ci doskonalić umiejętności?
To nie do końca jest tak, że moja przygoda z malarstwem rozpoczęła się cztery lata temu. To bardzo duże uproszczenie. Wszystko zaczyna się od ołówka, kredek, bazgrołków. Bazgrołki zmieniają się w szkice, rysunki. Później może pastele, może jakieś farby, jeszcze na kartonie, po cichu. W międzyczasie przegląda się albumy i dotyka malarstwa przez podziw dla wielkich mistrzów. To bardzo płynny proces, który nie ma wyraźnego początku. Nie sposób też powiedzieć, by coś “nakłoniło” mnie do malowania – wierzę, że jeśli jesteś stworzony, by coś robić, to po prostu to robisz. Jeśli chodzi o technikę, to jestem jeszcze żółtodziobem. Maluję na tzw. “czuja”, szukam rozwiązań, czasem je znajduję, a czasem muszę na chwilę odpuścić. W moim otoczeniu są ludzie, którzy mnie inspirują, czasem poproszę ich o radę, ale największą radość odczuwam, gdy sama coś “odkryję”.

Na swojej stronie internetowej napisałaś, że musisz najpierw “przeczuć i prześnić każdy obraz”. Czy, często powracające na Twoich płótnach, ćmy, motyle i tajemnicze, kobiece postaci to elementy, które zapożyczyłaś z własnych snów? Twoje pomysły są zainspirowane snami? Czy może najpierw pojawia się idea, nad którą myślisz tak intensywnie, że rozwija się także podczas nocnego wypoczynku?
Nie minę się z prawdą jeśli powiem, że inspiracje czerpię dosłownie ze wszystkiego. Czasem wystarczy leżący w błocie liść, czasem gotująca się woda, czyli zupełnie przyziemne sprawy, by pojawiła się iskra. W snach nabiera ona kształtu, ciężaru, paradoksalnie staje się materialna. A czasem wystarczy marzenie senne, by pod wpływem bodźców, z otoczenia, powstał obraz.

Niektóre Twoje obrazy można skojarzyć z malarstwem Zdzisława Beksińskiego i twórczością surrealistów, którzy badali świat snów i podświadomości. Co Ciebie najbardziej inspiruje w świecie sztuki, nie tylko malarskiej? Wydaje mi się, że w Twoich pracach można znaleźć również nawiązania do kina, np. bohaterka jednego z obrazów ma powbijane w twarz szpilki, niczym postać z filmu “Hellraiser: Wysłannik piekieł”.
Mam wrażenie, że wystarczy wzbudzić w odbiorcy niepokój, dorzucić do tego jakąś popękaną ścianę i już się jest drugim Beksińskim [śmiech]. Uwielbiam tego malarza, jego przetrącone wizje. Ale jest też wielu zupełnie innych twórców, którzy coś kiedyś mi dali, popchnęli w jakimś kierunku, zaintrygowali lub po prostu wytrącili z równowagi. Jerzy Mierzejewski, Jerzy Duda-Gracz, Frida Kahlo, Francis Bacon… Prócz malarstwa uwielbiam fotografię, czasem rzeźbę, ale bardzo wybiórczo, żeby nie powiedzieć przypadkowo.

Twoją pasją jest także poezja. Od czasów liceum należysz do grupy poetyckiej Obok Sceny, twoje wiersze zostały wydane w antologii tej grupy. Poezja nadal jest ważna w Twoim życiu? Czym według Ciebie różni się tworzenie obrazów od tworzenia wierszy? Co daje Ci każda z tych form?
Myślę, że poezja i malarstwo dotykają tej samej wrażliwości, tak samo grzebią człowiekowi we wnętrznościach, wiercą dziurę brakiem dosłowności. Wymagają od odbiorcy reakcji, otwarcia się. Obecnie jako forma ekspresji wystarcza mi malarstwo, jednak nadal uwielbiam czytać poezję, ma na mnie duży wpływ.

Obrazy, które można zobaczyć na bytomskiej wystawie, często są bardzo niepokojące, wzbudzają nieokreślone emocje. Z drugiej strony można je odczytywać niczym wiersze; interpretować kolejne warstwy znaczeń, rozszyfrowywać język symboli. Na jakiej reakcji publiczności bardziej Ci zależy – emocjonalnej czy intelektualnej?
Najlepszy jest moment, gdy odbiorca sam nie potrafi oprzeć się na jednej tylko formie – gdy próbuje znaleźć odpowiedź na słynne pytanie “co autor miał na myśli”, a jednocześnie zaczyna obraz odczuwać. Lubię to zmieszanie i niepokój na jego twarzy. Jeśli uda mi się zachwiać, choć odrobinę, czyjąś równowagę, jestem w pełni usatysfakcjonowana.

Definiujesz siebie jako lokalną patriotkę. Na Twoich obrazach dostrzegłam parę elementów śląskiego krajobrazu, które są bliskie także mojemu sercu. Czym, poza sztuką, wyrażasz swój patriotyzm? Co on dla Ciebie oznacza?
Kocham Śląsk całym sercem. Kocham jego popękane elewacje, stare klatki schodowe, zardzewiałe rynny. Oczywiście nie cały Śląsk jest taki “popękany”, ale to jest to, co trafia do mojej wyobraźni. Tu są moje korzenie i ciężko będzie mnie stąd ruszyć, jestem trochę jak przysłowiowe stare drzewo. W najbliższym czasie zamierzam mocno zaczerpnąć z tego to, co identyfikuje Śląsk i przedstawić to w moich obrazach.

Jak postrzegasz dzisiejszy Śląsk? Bliżej Ci do magicznych przedstawień tego regionu, czy Twoją uwagę zwracają raczej opuszczone miejsca i zniszczone, secesyjne kamienice?
Lubię się włóczyć, również w wyobraźni, po miejscach, które mają jakąś przeszłość, tajemnicę. Sam Bytom, moje rodzinne miasto, daje mi takie możliwości. Ostatnio, przechodząc przez ulicę Dworcową, odkryłam na budynkach elementy mozaiki, których nigdy wcześniej nie widziałam. Okazało się, że większość moich znajomych, mieszkających w Bytomiu, o nich nie wiedziała. Tak potrafi zaskakiwać cały Śląsk i to jest w nim cudowne.

Czy Śląsk jest przyjaznym miejscem dla młodego artysty? Łatwo tu zrealizować swój potencjał czy to nieustanna walka o spełnienie marzeń?
Ciężko mi powiedzieć, bo nie mam porównania. Zresztą dopiero zaczynam budować swoje nazwisko w świecie sztuki, przy czym sama nie nazwałabym siebie artystką. Raczej amatorką. Ale nie sądzę, by było strasznie trudno. Na razie nie kosztuje mnie to wiele wysiłku. Po prostu robię to, co kocham, a reszta jakoś dzieje się przy okazji.

Wystawę Kornelii Chojnackiej pt. “Nadwrażliwość snów” można oglądać w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bytomiu do 16 marca 2015r.;
-wywiad ukazał się w “Portalu Katowickim”

Comments: no replies

Join in: leave your comment