Głowa do wycierania (1977)

kaloryfer

Rzadko lubimy dręczące nas koszmary i nie zauważamy ich zbawiennej roli dla naszej psychiki. Powracające uporczywie obrazy, które odbijają lęki lub traumy codzienności, to najlepszy sposób na (modne słowo) przepracowanie trudnych tematów. Tym samym są dla mnie, i zapewne też dla samego twórcy, filmy Davida Lyncha. Emanacją najgłębiej zakorzenionych lęków, frustracji i słabości, do których trudno przyznać się nawet przed sobą. Najbardziej wyraźnym przykładem takiej oniryczno-filmowej terapii jest Głowa do wycierania. Film, który powstawał w okresie, w którym młody Lynch wraz z żoną zamieszkiwał brudną i niebezpieczną Filadelfię, zaś na świat miało przyjść ich pierwsze dziecko.

Ciąża zagrożona

Lynch zaczął swoją karierę od malarstwa. Długo nie potrafił znaleźć sobie miejsca w artystycznych szkołach, gdzie klimat bohemy jednoznacznie go odrzucał. Gdy w końcu zadomowił się na studiach w Filadelfii, bardziej niż malarstwo zaczęła interesować go materia filmowa. Pozytywny odbiór krótkometrażowego eksperymentu Sześciu mężczyzn, którym robi się niedobrze na wystawie w 1966 roku zmotywował młodego autora do dalszego zajmowania się filmem. Jak wyglądał ten pozytywny odbiór? Organizatorzy byli na tyle mili, że zgodzili się zgasić światło, aby obejrzeć zapętlony film. Po kolejnych krótkich metrażach, Alfabecie (1968) i Babci (1970), przyszła pora na długą formę filmową. W artykule na temat Głowy do wycierania zawartym w Midnight Movies. Seans o północy (swoją drogą najlepszym materiale przedmiotowym na temat tej produkcji) można przeczytać, że główną inspiracją Lyncha przy tworzeniu filmu była Filadelfia. Brudna, niebezpieczna, robotnicza dzielnica, w której reżyser mieszkał wraz z żoną, z jednej strony fascynowała go industrialnym krajobrazem, z drugiej zaś przerażała wszechobecną przemocą i nienawiścią. Stres związany z oczekiwaniem na pierwszego potomka i zainteresowanie reżysera biologią również odcisnęły na filmie wyraźne piętno.

Tu, dla czystej formalności, dobrze byłoby powiedzieć, o czym jest Głowa do wycierania, lub prościej – czym jest ten film. To zbiór onirycznych wizji ogrywanych z udziałem fantastycznych postaci, takich jak zmutowane niemowlę, Pani z Kaloryfera, czy przekładający dźwignie Mężczyzna z Planety. Punktem wyjścia jest prosta historia Henry’ego, chłopaka, który nie wie, co chce robić w życiu, i przydarza mu się najgorsza na takim etapie rzecz – wpadka. Henry nie jest gotowy na obiady z rodziną dziewczyny, a co dopiero na wychowywanie dziecka, które jest dalekie od normalności. Piekło niemowlęcego kwilenia i neurotycznych napadów partnerki umila bohaterowi romans z sąsiadką i fantazjowanie o śpiewającej Pani z Kaloryfera. Z szacunku dla osób, które nie oglądały filmu nie zdradzę zakończenia. Zaznaczę tylko, że jest to wielki nieokiełznany wybuch wyobraźni reżysera.

Tak szaloną wizją, jak Głowa do wycierania, trudno było zainteresować sponsorów. Przez finansowe niedostatki zdjęcia trwały aż sześć lat, a część ekipy pracującej dla Lyncha nie otrzymało żadnej zapłaty przez niemal cały okres tworzenia filmu. John Nance, odtwórca głównej roli, musiał męczyć się ze znienawidzoną fryzurą przez kilka lat. Długi okres kręcenia filmu doprowadzał też do absurdalnych sytuacji montażowych. W jednej ze scen bohater otwiera drzwi, następne ujęcie przedstawia go już o półtora roku starszego. Oprócz kłopotów materialnych nie brakowało też kłopotów personalnych. Operator Herb Cardwell zmarł po dziewięciu (!) miesiącach kręcenia filmu. Dwie sekcje zwłok nie potwierdziły żadnego powodu śmierci. Okres prenatalny Głowy do wycieraniabył niezwykle trudny, jednak prawdziwym koszmarem okazał się czas niemowlęcy.

Nocne seanse

Lynch, autor niepokojących i dziwacznych filmowych wizji, to jeden z najbardziej grzecznych i… dziecinnych reżyserów. Dziennikarze i współpracownicy ze zdziwieniem opowiadają o jego infantylnym sposobie mówienia i miłości do jedzenia z McDonald’s. Z jednej strony jest to niezwykle intrygujące w zestawieniu z mrokiem wyzierającym z jego twórczości, z drugiej zaś może utrudniać komunikację z reżyserem. O ile aura tajemniczości zawsze sprzyja artystom, o tyle problemy w relacjach z ludźmi mogą znacząco zaważyć na ich karierze. Ben Berenholtz, dystrybutor i producent, odpowiedzialny za sukces Głowy do wycierania oraz innych tytułów emitowanych podczas nocnych seansów wspomina, że przeprowadzenie poważnej rozmowy z Lynchem graniczyło z cudem i zdecydowanie nie był on typem elokwentnego intelektualisty. Na szczęście w tym wypadku dzieło przemówiło samo za siebie. Berenholtz po jego obejrzeniu był absolutnie przekonany o tym, że ma przed sobą film kultowy i warto poświęcić trochę czasu na jego wypromowanie.

Producent był jednym z niewielu entuzjastów Głowy do wycierania. Film, któremu Lynch poświęcił tyle lat, spotkał się z niezwykle chłodnym przyjęciem. Po premierze w marcu 1977 roku w prasie pojawił się szereg niesprzyjających recenzji, a potencjał komercyjny filmu był jednoznacznie oceniony jako zerowy. Na szczęście instynkt Berenholza, który zobaczył w Głowie do wycierania „kino przyszłości”, pomógł wywindować film do statusu dzieła kultowego. Lynch przyjął zaproszenie producenta i zamieszkał u niego latem 1977 roku. Dwa miesiące zajęła reżyserowi praca nad idealną kopią filmu, która miała być wyświetlona podczas nowojorskiej premiery. Przede wszystkim autor znacząco skrócił swoje dzieło, według niektórych źródeł o dwadzieścia minut, według innych o ponad dziesięć. Mimo interwencji Berenholza, zainteresowanie obrazem nadal było niewielkie, a odbiór krytyki wciąż był negatywny. Dystrybutor postawił więc na metodę małych kroków. Przekonał zarząd Cinema Village, by, mimo słabego wejścia, utrzymał film w repertuarze. Głowa do wycierania była wyświetlana tam przez rok, by później trafiać na kolejne seanse o północy. Produkcja bardzo powoli gromadziła coraz większą publiczność, jednak w końcu przyniosła znaczące zyski. W 1982 roku dystrybuowano trzydzieści kopii filmu na cały świat.

– cały tekst ukazał się na Kinomisji

Comments: no replies

Join in: leave your comment