Diego Martínez Vignatti – wywiad

diego
Diego Martinez Vignatti (fot. Przemek Piekarski)

Diego Martínez Vignatti, twórca konkursowego filmu „Czerwona ziemia” opowiada o problemach, które porusza w swoim filmie oraz o fascynacji kinem i tym, co według niego może zmienić we współczesnym świecie

Sara Nowicka: Jesteś znany przede wszystkim jako operator, współpracowałeś m.in. z Carlosem Reygadasem. Czego nauczyły cię te doświadczenia i współpraca z innymi reżyserami?

Diego Martinez Vignatti: Cały czas uczysz się od wszystkich, których spotykasz. Dobrych i złych rzeczy. Uczysz się jak coś robić, a czasami, jak czegoś nie robić. Wszystko zależy od tego, jak bardzo otwarty jest twój umysł. Kiedy współpracowałem z tymi reżyserami mój umysł był bardzo otwarty i próbowałem zrozumieć ich pragnienia. Na pewno nauczyłem się od nich wiele, ale nie mogę sprecyzować, czego dokładnie. Zanim zacząłem robić filmy i współpracować z różnymi reżyserami, byłem kinofilem. Kochałem kino, obejrzałem tysiące filmów. Moją pierwszą szkołą było oglądanie filmów, z nich dowiedziałem się równie wiele, co ze współpracy z reżyserami. Dopiero później zacząłem tworzyć kino i poznawać jego mechanizmy. Z dzisiejszej perspektywy trudno mi powiedzieć co miało na mnie największy wpływ. Na pewno nie postrzegałem innych reżyserów jako swoich mistrzów. Nie miałem jednego wzoru.

Główny bohater „Czerwonej ziemi” jest Belgiem. Dlaczego jest obcokrajowcem? Czy to mrugnięcie w stronę belgijskich producentów twojego filmu?

Zdecydowanie nie. Pomysł, by główny bohater był obcokrajowcem był esencjonalny dla tego filmu. Firma dla której pracuje Pierre jest międzynarodowa, nie mogłem pokazać, że w Argentynie pracuje Argentyńczyk, bo to nie podkreśliłoby międzynarodowego kontekstu działania firmy. Te koncerny mają kontrolę nad wszystkim, są niezwykle potężne, w swoich systemach dopuszczają się korupcji i przestępstwa i nic nie można im zrobić. Drugą ważną kwestią w międzynarodowości tych firm jest to, że mogą zatrudniać kogoś takiego jak Pierre, wysłać ich daleko od domu na dwa lub trzy lata, tak, by nie mogli nawiązać żadnych trwałych relacji: miłości, przyjaźni, wspólnoty z mieszkańcami danego miejsca.

Czy twój film był zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami?

Wszystko, co pokazuję w filmie stało się naprawdę. Wszystko. Nie w tym samym czasie i w tym samym miejscu, ale wszystko to się wydarzyło. I dzieje się nadal. Trzy dni temu policja zabiła aktywistę współpracującego z farmerami w Argentynie. Przykro mi to mówić, ale myślę, że to będzie działo się nadal.

Pytam o to dlatego, że kiedy oglądałam twój film, miałam wrażenie, że oglądam dokument – tak bardzo jest realistyczny.

Powinien taki być, w innym wypadku nie poczułabyś istoty problemu, połączenia z bohaterami. Nie uwierzyłabyś w tę historię. Byłem całkowicie zainspirowany ludźmi, których spotkałem. Spędziłem prawie dwa lata podróżując i poznając takich ludzi, jak ci, których pokazuję w filmie. To twardzi mężczyźni, którzy w sercu dżungli wykonują naprawdę ciężką pracę. Wiele mnie nauczyli. Dlatego chciałem, żeby to wszystko wyglądało w filmie realistycznie. Z tego powodu nałożyłem na swoich aktorów dużą presję – wrzuciłem ich w środek dżungli, gdzie jednego dnia uczyli się ciąć drzewa, drugiego używać maczety, innego jeździć konno… Wszystko po to, by efekt był jak najbardziej realistyczny. Aktor, który gra w filmie lekarza, jest też lekarzem i aktorem w codziennym życiu. Poza tym pracowałem z wieloma tubylcami, prawie dwustoma. Kiedy pracujesz w taki sposób, zwracasz uwagę na szczegóły, wtedy twój film jest realistyczny i to wrażenie jest piękne.

Twój film mówi o poważnym problemie społecznym – wielkich koncernach, które niszczą środowisko i ludzkie zdrowie. Nie bałeś się, że narazisz się komuś tym filmem?

Na samym początku odrobinę się bałem. Ale później wszedłem w ten film z ogromną pasją i zapomniałem o strachu. I już o tym nie myślę. Może coś mogłoby się stać, ale na szczęście nic złego się nie wydarzyło.

Czy uważasz, że takie filmy jak „Czerwona ziemia” może wpłynąć na rzeczywistość? Że mogą zmienić nasz sposób myślenia?

Bardzo bym chciał, ale nie za bardzo w to wierzę. Może. Kiedy pokazuję ten film za każdym razem ktoś podchodzi do mnie po seansie i mówi: „Wow, to naprawdę mnie poruszyło. Nauczyłem się czegoś”. Wiesz, myślę, że kino nie jest w stanie zrobić żadnej rewolucji. Ale może zmienić percepcję niektórych ludzi i to już jest dobre. Z tego punktu widzenia filmy mogą zmieniać rzeczywistość, zmieniać czyiś sposób postrzegania.

Na koniec zadam typowe pytanie zadawane zagranicznym gościom. Czy znasz polskie kino? Czy są jakieś polskie filmy, które cię zainspirowały?

Oczywiście, że znam polskie kino. Jednym z najważniejszych reżyserów był dla mnie Krzysztof Kieślowski. Nie tylko „Dekalog”, który widziałem wiele razy, ale też jego starsze filmy. Odkrycie jego filmów było dla mnie bardzo mocnym doświadczeniem, ponieważ są prawdziwe. Jego refleksje na temat społeczeństwa, ale także ludzkiej duszy są dla mnie niezapomniane.

-wywiad ukazał się w “re:produkcjach”

Comments: no replies

Join in: leave your comment