Filmowe TOP 13 roku 2014

The-Grand-Budapest-Hotel-00012
Harvey Keitel, Grand Budapest Hotel

 

Nadszedł czas podsumowań. Według mnie filmowo był to całkiem niezły rok, choć może mam takie wrażenie ze względu na to, że prywatnie był to dla mnie cudowny czas, więc moje oceny są nieco łagodniejsze i wszystko mi się bardzo podoba. Reżyserzy, na których czekałam latami trochę mnie zawiedli (choć nie wszyscy), za to aktorzy najczęściej byli świetni, nawet Angelina Jolie. Nadal wolę starocie, ale nie mogę narzekać – miałam na co chodzić do kina.

Obejrzałam 54 premiery kinowe (z czego dwa filmy wyłączyłam po kwadransie), nie jest to zawrotna ilość, więc wybór najlepszej dziesiątki nie jest wielkim wyzwaniem. Ponieważ wśród moich ulubionych filmów roku znajdują się dwa tytuły, które wrzuciłam do The Best of 2013, poszerzam swój ranking o dwie pozycje. A żeby nie było parzyście, dodaje jeszcze jeden film. Kolejność przypadkowa.

Ona

TOP 13

  1. 1. Ona, reż. Spike Jonze

Myślę, że w tym przypadku słowa są całkowicie zbędne – romans na miarę naszych czasów.

  1. Co jest grane, Davis?, reż. Ethan i Joel Coen

Jeden z najlepszych filmów braci Coen od lat, na wskroś prawdziwy, smutny, zabawny i z doskonałą muzyką. Wielki plus za F. Murraya Abrahama, który gra podobną rolę w nowym filmie Greenawaya.

  1. Scena zbrodni, reż. Joshua Oppenheimer

W 5. Numerze Trans/wizji można przeczytać wywiad z Oppenheimerem, po którym jestem jeszcze bardziej w stanie „nie wierzę, że to się dzieje naprawdę”. Trzeba zobaczyć ten dokument koniecznie.

  1. Camille Claudel, 1915, reż. Bruno Dumont

Film wiele lepszy niż wersja losów Claudel opowiedziana w 1988. Tam wszystko było bardzo schematyczne: burzliwy związek artystów, namiętność i nienawiść. Dumont opowiada ciekawszą historię – Claudel jest już w zakładzie, przeżywa swoje życie po życiu. Fakt, że spędziła tam tak wiele lat budzi prawdziwą grozę.

  1. Szukając Vivian Maier, reż. John Maloof, Charlie Siskel

Choć do dokumentu mam kilka zarzutów to sama Vivian Maier jest postacią niezwykłą, a jej fotografie są niezwykle hipnotyzujące. Więcej tu

  1. Grand Budapest Hotel, reż. Wes Anderson

Anderson jest nie tylko mistrzem mis-en-scene, dawcą niezapomnianych kadrów, ale także pięknie przekazuje tęsknotę za czasami, których już nie ma.

Ładny pan (Tom)
  1. Xavier Dolan: Tom i Mama

Dolan w tym roku pozamiatał. Toma stawiam wyżej, solidny, świetnie zrobiony thriller, w którym jedyne, co bym zmieniła to dialogi. Natomiast właśnie Mama, choć podczas seansu co chwila zasłaniałam oczy i z trudem znosiłam Born to die w tle wielkiej sceny, najczęściej do mnie powraca. Co tu dużo mówić, świetne obrazy i niezapomniane sceny.

  1. Boyhood, reż. Richard Linklater

Właśnie po to stworzono kino, by móc w tak niezwykły sposób zapisywać czas.

  1. Mapy gwiazd, reż. David Cronenberg

Nowy Cronenberg to solidne kopnięcie w brzuch. Najlepsza kinowa wycieczka po mrokach psychiki mieszkańców Hollywood od czasów Mulholland Drive. I równie trudno ten film wyrzucić z głowy.

  1. Gerontofilia, reż. Bruce LaBruce

Pewnie wielu uzna ten film za zbyt sztuczny i drewniany, ale ja lubię taką filmową partyzantkę. Cudowna komedia romantyczna czerpiąca z najlepszych wzorców i przywracająca godność starszym panom.

  1. Duże złe wilki, reż. Aharon Keshales, Navot Papushado

Baśń dla bardzo dorosłych o poważnej sprawie w niepoważnym tonie. Bardzo smakowity seans, choć chyba nie wypada się do tego przyznawać.

  1. Zaginiona dziewczyna, reż. David Fincher

Czytałam niedawno, że ten film może spodobać się tylko gospodyniom domowym. Niechaj będzie, mogę zostać kurą domową, jeśli będę mieć częsty dostęp do tak trzymających w napięciu filmów. Jako osoba, której za miesiąc też przyjdzie brać udział w piątej rocznicy związku, oglądałam film z przerażeniem i poczuciem ulgi. Świetny humor, dobry pomysł na pokazanie rozpadu relacji, choć trzeba przyznać, że niektóre sceny budzą sporą wątpliwość.

  1. Lewiatan, reż. Andriej Zwiagincew

Wolę Zwiagincewa spod znaku Wygnania i Powrotu. Lewiatan to bardziej polityczna opowieść, gdzie wódka leje się strumieniami, z komunikacją kiepsko, a każdy system jest bardzo bardzo zły. Jednak w swojej kategorii Lewiatan to bardzo dobry film. No i biblijny potwór robi wrażenie.

Dziewczynka z kotem

Filmy, których nie znalazły się w Top 13, ale warto o nich wspomnieć

Zachwyciły mnie dwa, skrajnie różne portrety młodych dam. Dziewczynka z kotem Asi Argento, bolesny i gorzki, nie pozbawiony jednak poczucia humoru i dbałości o estetykę. Asia jest zdecydowanie moim człowiekiem i trochę mi głupio, że oddałam należne jej miejsce Lewiatanowi. Z drugiej strony zawsze zdrowiej być poza konkurencją. We are the best! Lukasa Moodyssona to zastrzyk bardzo pozytywnej energii. Akcja, podobnie jak w przypadku Dziewczynki z kotem dzieje się w latach 80., zaś bohaterkami są urocze, nastoletnie punkówy grające piosenki o wrednym sporcie. We mnie film obudził niemało wspomnień.

Były też dwa niezłe obrazy z Jakiem Gyllenhaalem: Wróg, z kapitalnym klimatem, wciągający od pierwszej sekundy i Wolny strzelec, czyli opowiedziana w starym stylu kolejna historia o bezdusznej telewizji. Zgadzam się, że poszukiwanie pracy w dzisiejszych czasach może tworzyć takie socjopatyczne jednostki i bardzo doceniam czarny humor, którym oblany jest ten film, jednak żałuję, że Dan Gilroy bardziej nie dokręcił śruby i porządnie nie rozpierdolił systemu.

2014 rok to także nowe filmy moich dawnych idoli. Wilk z Wall Street, Tylko kochankowie przeżyją, Teoria wszystkiego i Goltzius and the Pelican Company to niezłe filmy, które pozostawiają jednak ogromny niedosyt. Doczekałam się też nowego Sin City i również jestem nienasycona.

Nie ominę także największych artystycznych hitów, które znajdą się pewnie w 98% podsumowań roku czyli Wielkiego piękna i Zimowego snu. Nie kwestionuje znakomitości tych filmów, ale są to dzieła tak bardzo „nie moje”, że musiałabym wspiąć się na wyżyny obiektywizmu, żeby je docenić. A ponieważ blog rządzi się innymi prawami niż np. prasa filmowa, nie mam zamiaru tego robić.

Zwierzak

Co jeszcze warto zobaczyć? Z półki rozrywkowej moje serce zdobyły Muppety: Poza prawem. Ray Liotta i Danny Treyo śpiewający Boyz II Men czy Siódma pieczęć w wydaniu pacynek to czysta znakomitość. Czarownica też była niczego sobie, choć może za bardzo dałam się uwieść kościom policzkowym Angeliny i przymknęłam oko na resztę. Frank rozbawił mnie do łez, Lucy oczarowała, a Wilgotne miejsca do dziś wywołują we mnie odruch wymiotny. Wysoko oceniam też Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków, Po ślubie i, tylko dlatego, że chcę by znalazł się chociaż jeden polski akcent, Hubę.

Rozczarowania. Najbardziej w tym roku zniesmaczył mnie Zniewolony. Jestem za delegalizacją takiego kina, skrojonego pod Oscary, schematycznego do granic i na dodatek zrobionego przez gościa, który wydał na świat coś tak dobrego jak Głód. Już Witaj w klubie, bardzo oscarowy film, broni się chociaż świetnymi rolami i spóźnionym, bo spóźnionym, ale dobrym tematem. Przy innych filmach nie miałam już aż tak silnego poczucia straconego czasu. Nimfomanka nie spodobała mi się, co nie było trudne do przewidzenia, za to na plus zaskoczyło mnie klasyfikowanie/katalogowanie. Niby pierdoła, ale jestem wielką fanką OuLiPo i lubię tego typu zabawy. Bardzo poszukiwany człowiek to bardzo przeciętny obraz, podobnie jak, przepraszam, Blue Ruin, które robi wrażenie dopiero pod koniec. Shirley – wizje rzeczywistości to film piękny, z wieloma smaczkami, ale nudny i pretensjonalny do granic. Odwołania do Platona są okropnie podane. No i bohaterka, która wygrywa u mnie nagrodę dla najbardziej irytującej postaci. Za to najdziwniejszym filmem jaki widziałam jej Namiętność de Palmy. Są w tym filmie rzeczy piękne i cudowne – cień żaluzji, psychoza Noomi Rapace, nawet jej walka z szefową. Ale fabuła jest prowadzona tak…niedorzecznie?, że nie wiem czy to jest celowa zgrywa, niedopracowanie czy o co w ogóle chodzi.

Namiętność

Dobre filmy, których próżno szukać w polskich kinach

Znowu nie będę oryginalna. Bardzo podobał mi się The Rover i Turysta. Rewelacyjna okazała się Nebraska, o której parę słów znajdziecie tutaj. Warto też sięgnąć po Under the Skin i L’étrange couleur des larmes de ton corps. Z filmów festiwalowych zapamiętałam przede wszystkim produkcje z Ars Independent, Onirica – Psie Pole oraz film, który wejdzie do polskich kin w styczniu i z tej okazji przetłumaczono jego tytuł, uwaga uwaga – Przeboje i Oldboje. Naprawdę, nie jest taki zły jak jego nowa nazwa. Na koniec, kolejne po Wrogu i Muppetach rozwinięcie tematu rozdwojenia – film Sobowtór Richarda Ayoade, bardzo fajnie zrobiony i nie krzywdzący aż tak bardzo Dostojewskiego.

Under the Skin

Comments: 5 komentarzy

  1. 99vadim Grudzień 21, 2014 Odpowiedz

    Niczym po seansie "Sceny zbrodni" - głowa boli! ;) Dużo świetnych filmów, "Zimowy sen" i "Lewiatan" to takie monumenty, że cokolwiek by o nich napisać, to ma się poczucie, że dopuszcza się jakiejś fundamentalnej niesprawiedliwości.. "Zniewolony" faktycznie spore rozczarowanie, a "Boyhood" to dla mnie duża lepsza koncepcja niż film, ale rozumiem, dlaczego może się podobać. Jeśli chodzi o niezapomniany klimat, to "Czarny węgiel, kruchy lód" jest u mnie w ścisłej czołówce (czy to nie czasami chiński Aki Kaurismaki?). Mała, intymna historia - "Macondo". Nagroda specjalna: otrze noża (wielokrotnie!) jeżdżące po sutku w "L'étrange couleur..." :)

    • nana_kleinfrankenheim Grudzień 22, 2014 Odpowiedz

      To fakt, wyszło dużo więcej tytułów niż się spodziewałam.
      Co do "Boyhood" to zgadzam się, że koncept lepszy od filmu, choć akurat dla mnie to był bardzo emocjonalny seans, trochę kompensacyjny i stąd tonę w zachwytach. Natomiast rozumiem, że sama realizacja pomysłu może się nie podobać ;).
      Szczerze mówiąc czekałam na Twój komentarz, bo miałam nadzieję, że polecisz mi coś, co przegapiłam. I nie pomyliłam się ;) Chiński Kaurismaki (koniecznie) i "Macondo" lądują w kolejce do zobaczenia, dzięki :)

    • 99vadim Grudzień 22, 2014 Odpowiedz

      Na "Macondo" przyciągnęła mnie fama z tegorocznego Viennale - w gdańskim kinie Helikon były dwie osoby na sali (oprócz mnie, starsza Pani, amatorka filmów "psychologicznych", jaka sama wyznała, bo było 10 min. przymusowej przerwy w trakcie seansu - płyta się zacięła :P). Mam nadzieję, że to nie sprawka leciwego sprzętu w kinie, ale film miał bardzo "ciepłe" kolory - coś jakby VHS, jeśli to właśnie tak ma wyglądać, to świetnie dodawało klimatu.. A "Czarny węgiel.." urzekł mnie też abstrakcyjnym zakończeniem, jakby inspirowanym Antonionim.

      W tym roku, po raz pierwszy kiedykolwiek, chciałem obejrzeć film w 3D - "Pożegnanie z językiem" Godarda - ciekawe, czy będzie polska dystrybucja..

      Mogę jeszcze polecić "Listen Up Philip", ale głównie przez wzgląd na Elisabeth Moss ;)

    • nana_kleinfrankenheim Grudzień 22, 2014 Odpowiedz

      Brzmi dobrze :)
      Obejrzałam "Czarny węgiel..." - cudowny film! Zakończenie, kolory, światła, osobowości, klimat itd. - brakowało mi takiego kina! Jedna z ostatnich scen - taniec bohatera - kojarzy mi się bardzo z "Piękną pracą" Denis, jest podobnie smutno-zabawna.
      Cieszę się, że obejrzałam film po Twojej rekomendacji (bo faktycznie kojarzy się z kinem Kaurismakiego), a nie po wielu śmigających w internecie notkach w których głównym punktem odniesienia jest kino noir i "Sokół maltański". Jasne, te inspiracje też są widoczne, ale według mnie nie najważniejsze.

    • 99vadim Grudzień 22, 2014 Odpowiedz

      A faktycznie, piąteczka! - tak uwielbiam ten film Denis i nawet nie wpadłem na tę scenę z Denisem Lavantem, a czułem, że się z czymś kojarzy..Teraz już we względnym spokoju mogę zakończyć ten filmowy rok. :) Mnie te płaskie porównania do noir też nie zachęcały, tymczasem bardziej liczą się subtelniejsze aspekty.

Join in: leave your comment