Paryski ekspres do sekretnych drzwi (Georges Simenon, Marlen Haushofer)

bookgirlpuzzled

Chciałam zacząć od tego, że jesień, długie wieczory, chłody i deszcze zaganiają nas pod koc i każą zatopić się w lekturze. Niestety, aura jest taka, że pewnie wszyscy wybiegli z domu i cieszą się słońcem. Nie zmieni to jednak tematu dzisiejszego wpisu, jakim jest literatura piękna, a konkretnie dwójka pisarzy. Wiadomo – każda pogoda na czytanie jest dobra, a z książkami, które polecę, nie wstyd będzie się pokazać na parkowej ławce.

Przestawię dziś dwie pisarskie osobowości, każda z zupełnie innej beczki. Pani i pan. Jeden z najbardziej płodnych pisarzy XX wieku i dość skromna austriacka pisarka. Oboje mieli dryg do kreślenia intrygujących i celnych portretów psychologicznych, on pod płaszczykiem kryminałów, ona – powieści obyczajowych. On był obserwatorem, inspiracje czerpał ze świata zewnętrznego, ona jest introwertyczna, czerpie z własnego wnętrza. Wciąż w naszym kraju wznawiany i tłumaczony Georges Simenon i nieco zapomniana Marlen Haushofer. Proza obojga doczekała się ekranizacji. W przypadku Simenona są to niezliczone produkcje, które tworzyli najwięksi artyści francuskiego (i nie tylko) kina: Jean-Pierre Melville, Marcel Carne, Claude Chabrol, Jean Gabin, Alain Delon czy Jean-Paul Belmondo. U Haushofer to przede wszystkim ekranizacja Ściany, wydana na świat w 2012 roku przez Juliana Polslera, która zdobyła np. Nagrodę Jury Ekumenicznego na Berlinale. Żeby było symetrycznie polecę po dwie książki każdego z autorów.

GEORGES SIMENON

„Przeczytałem ze dwadzieścia simenonów.(…) Zachwyca mnie zawsze u tego pisarza umiejętność stworzenia atmosfery, atmosfery deszczu w Paryżu czy nastroju w małym miasteczku na północy lub na południu Francji, czy życia na barkach prześlizgujących się kanałami francuskimi” – napisał w 1967 Jarosław Iwaszkiewicz. Ukradłam ten cytat z przedmowy Bogusława Panka do Paryskiego ekspresu, gdyż wydaje mi się, że bardzo celnie opisuje fenomen pisarstwa Simenona. Zresztą budził on zainteresowanie sporej części literackiego świata, wystarczy wymienić Faulknera, Millera czy Gide’a. Simenon opublikował ok. 450 powieści, co jest według mnie niemal patologicznym wynikiem i mogłoby sugerować dość marną jakość wydawanych książek. Nic z tych rzeczy! Jestem dopiero w trakcie trzeciego „simenona”, więc gdzie mi tam do oceny całości, ale te ksiązki, które już przeczytałam naprawdę zasługują na swe miejsce w „Nowym Kanonie” Wydawnictwa W.A.B.(które, mam nadzieję, na dwóch niżej omówionych książkach, nie zakończy swojej przygody z pisarzem). Wydane w tej serii powieści Simenona są tak doskonale napisane, że nie sposób się od nich oderwać. Choć czytanie ich zajmuje popołudnie, góra dwa, to nie jest to lektura, która szybko ulatnia się z umysłu odbiorcy, lecz zostaje z nim, tak jak inne klasyki, na dłużej.

Wdowa Couderc

Albert Camus wyznał, że nie stworzyłby Obcego, gdyby nie przeczytał wcześniej Wdowy Couderc. Powieści są dość podobne pod względem opisu alienacji głównych bohaterów. Simenon opowiada historię młodego więźnia z dobrego domu, który trafia na wieś i spotyka tytułową wdowę Couderc. Zostaje jej parobkiem, kochankiem oraz milczącym świadkiem jej walki z rodziną męża i dość obrzydliwego romansu z głuchoniemym teściem. Główną zaletą powieści jest wnikliwy opis dwóch różnych środowisk, ale też samotności każdej postaci. Wdowa, wpuszczając do swojego domu mordercę, zachowuje się równie nierozważnie, co bohaterka opowieści Indianina z Urodzonych morderców, trzymająca w domu węża. Zupełnie nieczuła na głos rozsądku zdradza młodemu mężczyźnie wszystkie swe sekrety, jest też o niego piekielnie zazdrosna. Simenon nikogo nie ocenia, ale jest cholernie szczery i bezlitosny, całkowicie obnaża swoich bohaterów. Natomiast obraz wsi jest odmalowany z taką dokładnością (jednak nie do przesady, nie znajdziemy tu nudnych opisów na kilka stron), że naprawdę ma się wrażenie obecności w tamtym miejscu i czasie.

Paryski ekspres

Świetne odwrócenie konwencji kryminału – głównym bohaterem jest morderca, z którego perspektywy śledzimy grę z policją i prasą. Morderca to jednak za dużo powiedziane. Popinga przez czterdzieści lat życia był przykładnym obywatelem, mężem, ojcem i pracownikiem. Kiedy firma upada, a jego szef pozoruje samobójstwo, w bohaterze coś pęka i postanawia zacząć w końcu „żyć własnym życiem”. Porzuca rodzinę i Holandię i udaje się do Paryża. Zabójstwo zdarza mu się trochę przez przypadek, kiedy więc z gazet dowiaduje się o sobie niestworzonych rzeczy postanawia wszystko sprostować i tak zaczyna się jego listowny dialog ze światem.

Paryski ekspres jest rewelacyjną opowieścią o poszukiwaniu własnej drogi do wolności, ale także niezwykle intrygującym anty-kryminałem. Popinga jest mistrzem gry w szachy, stąd też jego rozgrywka z policją przypomina grę, w której należy z wyprzedzeniem przewidywać ruchy przeciwnika. Powieść jest też próbą wejścia w umysł człowieka, który czuje się nierozumiany przez nikogo i, być może, jest lekko skażony szaleństwem. Przez wypowiadającego się w gazecie lekarza, bohater zostaje zdiagnozowany jako paranoik, z czym oczywiście się nie zgadza, jednak stopniowo jego kolejne posunięcia są coraz bardziej…społecznie nieakceptowane. Paryski ekspres dużo mówi o przypadku, kierowaniu własną egzystencją i tym, jak uwierają nas narzucone role.

MARLEN HAUSHOFER

Na temat tej pisarki powiedziano zdecydowanie mniej niż na temat Simenona. Dla mnie Marlen Haushofer także jest wielką zagadką. Wpadłam na jej trop dzięki Kto znajduje, źle szukał Aglai Veteranyi i przeczytałam dwie jej powieści. Na pewno jest to bardzo kobieca twórczość, jednak bardziej z półki Virginii Woolf lub Sylvii Plath niż obyczajowych pisarek, których nazwiska nie są warte wymienienia. Pisarka przygląda się własnemu życiu i życiu innych kobiet, opisuje samotność i nijakość relacji, jednak robi to w sposób nietuzinkowy, stawiając na oryginalny pomysł lub niebanalny punkt wyjścia.

Ściana

Chyba najsłynniejsza powieść Haushofer to historia bohaterki, która udaje się z przyjaciółmi na wypoczynek do domku za miastem. Zaprzyjaźnione małżeństwo udaje się po coś do centrum, jednak nigdy nie wraca. Kobieta odkrywa, że odgradza ją od reszty świata niewidzialna ściana. W pobliżu nie ma już żadnych żywych ludzi, jest sama z psem Luksem, krową, kotami i resztą zwierząt. Samotność skłania bohaterkę do pisania dziennika. Z dystansu patrzy na swoje życie: macierzyństwo, małżeństwo i przyjaźnie. Odkrywa, że jest dużo szczęśliwsza przebywając bez towarzystwa ludzi na łonie natury. Poprzednie życie ją otępiało, nie dawało satysfakcji. Role, w które wchodziła ,wydawały jej się pozbawione sensu. Życie w zgodzie z cyklem przyrody pozwoliło jej odkryć własne człowieczeństwo, jej prawdziwe „ja”… dobra, wiem, że brzmi to strasznie patetycznie i czuję się jakbym trochę rzucała wam Waldenem w twarz. W dzisiejszych czasach mówienie o miłości do natury, spacerów, pór roku itd. jest trochę w złym tonie. Trudno. Mnie przekonuje perspektywa Haushofer, uważam także, że jest dużo mniej naiwna i drażniąca niż inne gloryfikujące powrót do natury produkcje, takie jak Wszystko za życie. Taka idealizacja przyrody, życia w zgodzie z nią, z dala od miejskiego zgiełku, jest według mnie naprawdę ok.

Ściana jest też jedną z najlepszych introwertycznych powieści, na jakie się natknęłam. We wspaniały sposób pokazuje piękno samotności, może nie do końca z wyboru, ale na pewno chcianej. Sam pomysł stworzenia niewidzialnej ściany kojarzy mi się trochę z Tunelem Sabato, czyli bardzo dobrym wzorcem. Gdzieniegdzie można też usłyszeć echa prozy Hesse’go, jednak autorka ma niewątpliwie własny styl, grzechem byłoby nazwać Ścianę kobiecym wydaniem prozy o samotności i naturze.

Sekretne drzwi

To bardzo krótka powieść opowiadająca o nowoczesnej mieszkance niemałego miasta, dość wyzwolonej i inteligentnej, której życie zmienia się wraz z pojawieniem się na horyzoncie mężczyzny. Z dość intrygującej kobiety staje się niewolnicą czekającą jedynie na powrót ukochanego. Oczywiście nie jest wrzucona w niewolę przez partnera, tylko przez własną psychikę.

Niby nic, jednak w tej, jednej z wcześniejszych, powieści Haushofer jest dużo prawdy i trafnych obserwacji. To historia kobiety zamkniętej we własnym świecie, nieudolnie próbującej nawiązać zdrowe relacje. Podobnie jak w Paryskim ekspresie wchodzimy w głowę jednostki, nie tyle naznaczonej szaleństwem, co na tyle zamkniętej w sobie, że jest prawie całkiem niezrozumiała dla osób ze swojego otoczenia. Jest to jednak typ bohatera bardzo autoświadomego, przez co lektura może okazać się bardzo owocna dla zainteresowanych psychologią lub zwykłych, ciągle się analizujących, samotników.

Comments: no replies

Join in: leave your comment