Aglaja Veteranyi czyli legenda o byciu człowiekiem

z2760570Q

Napiszę szczerze: temat tej wypowiedzi słownej chodzi za mną od maja, ale nie mam nań żadnego pomysłu i od paru dobrych dni męczę się strasznie, włączając Microsoft Word i zerkając na pulsującą kreskę, oczekującą wyłonienia się liter, które wywołam stukaniem w klawiaturę. Tematem jest Aglaja Veteranyi, fascynująca osoba, aktorka, pisarka, artystka za czasów, w których ludzie tworzyli z bebechów, a nie pracowali osiem godzin przed komputerem, pisząc wykalkulowaną powieść. Monika Gina to osoba, która dorosła do bycia dzieckiem i wydała na świat nagradzaną w wielu zakątkach książkę „Czy dziecko gotuje się w mamałydze” – niezwykłą powieść opowiedzianą z perspektywy dziecka, dostępną w Polsce we wspaniałej interpretacji Karoliny Gruszki (po wysłuchaniu audiobooka jestem pod wielkim wrażeniem tej dziewczyny i jej wrażliwości). Swoim debiutem Aglaja wyciąga na światło dzienne nie tylko własne rodzinne traumy i kulisy życia biednych cyrkowców z Europy Wschodniej. Autorka przede wszystkim zwraca uwagę na fakt, że konfabulacje, zmyślenia i fikcje stoją na równi z biograficzną prawdą, o ile jej nie przewyższają. Czy nie więcej mówi o nas nasza wyobraźnia, podkoloryzowanie wspomnień i sposób w jaki zmyślamy niż zalewający nas potok życia, zupełnie niezależny od naszych wyborów, układający się w nudny ciąg przeszłych wydarzeń?

Po wielkim debiucie był „Regał ostatnich tchnień”. Magiczna, nieco ludyczna próba oswojenia śmierci, złożona z krótkich rozdziałów, gdzie świadomość materialnego rozkładu splata się z dziecięcą wiarą w to, że bóg mieszka w ziemi, dlatego kiedy włoży się w nią głowę, można z nim porozmawiać.

Mnie najbardziej uwiodła kompilacja „Kto znajduje, źle szukał”, złożona z tekstów dramatycznych, krótkich form, znakomitej przedmowy Katarzyny Leszczyńskiej i wspomnień przyjaciół Aglai. Utwory rumuńskiej artystki przywodzą na myśl teatr absurdu, są często surrealistyczne i obrazoburcze. Jednak najciekawsza jest jej biografia: niepotrafiąca pisać dziewczyna, która młodość spędziła pracując w cyrku, trafia do szkoły aktorskiej, gdzie znajduje dużo starszego mężczyznę, przyjmującego rolę Pigmalion (jej późniejsze związki będą oparte na wspólnym tworzeniu sztuki). Potem Aglaja trafia do artystycznego świata, kocha wszystkich, wszyscy ją kochają, zostaje nauczycielką teatralną, uczy prawdziwych emocji, doprowadzania do ekstremum. To wszystko brzmi banalnie, tendencyjnie, może nawet zwyczajnie, ale po przeczytaniu tej pozycji Veteranyi jawi mi się jako ikona prawdziwie przeżytego życia, nie polegającego na wykonywaniu z góry ustalonego planu, która zdołała zerwać społeczne kajdany, a może nawet nigdy ich nie nałożyła. Jak wiedzą niektórzy całkowita wolność jest niemożliwa, dlatego więzieniem Aglai stała się psychiczna choroba, która doprowadziła ją do samobójstwa w 2002 roku.

O Aglai najlepiej pisze sama Aglaja, to jeden z tych przypadków, dawno przeze mnie nie spotkany, osoby, którą dużo lepiej się czyta niż o niej pisze lub opowiada. Tylko jej język był w stanie udźwignąć to bogactwo jej osobowości i nie dostępnej wszystkim magii życia. Na tyle okładki polskiego wydania „Ja chcę miłości” Klausa Kinskiego można znaleźć cytat z listu do aktora, autorstwa jednego z jego fanów. Ta wypowiedź wydaje mi się najlepszym podsumowaniem postaci pt. Aglaja Veteranyi:

„…Jest pan zaprzeczeniem robota, zaprogramowanego komputera, metalowych konstrukcji i żelazobetonu (…) Tak, żyje pan i oddycha jak zwierzę na wolności (…) Jest pan człowiekiem-zwierzęciem, którego wyparła się uzależniona od maszyny ludzkość (…) Pulsującym, zapomnianym już życiem (…) Jest pan człowiekiem, o którym zawsze będzie się mówić, choć nikt go nie będzie pamiętał (…) legendą o byciu człowiekiem”

Comments: no replies

Join in: leave your comment