Rok 2013 w kinie (i w skrócie)

z14717006Q2CLegenda-Kaspara-Hausera-rez-Davide-Manuli

Dziś pobawię się w poważną panią krytyk i opublikuje moje podsumowanie roku 2013 w polskich kinach. To nie był bardzo zachwycający rok, szczerze mówiąc większość produkcji w tym zestawieniu to takie ósemkowe filmy i pewnie za parę lat powrócę tylko do trzech lub czterech z niżej wymienionych. Nie widziałam jeszcze Dotyku grzechu, to chyba jedyny film oprócz nowego Allena, który mógłby zmienić ową listę. Ogólnie: podoba mi się coraz wyraźniejsze przejście ze standardowych narracji na opowiadanie archetypami (Legenda Kaspara Hausera, OGF), kino ambientowe (Spring Breakers) czy czysto estetycznie – zalew neonowych kolorów. W wymienionych filmach to opowiadanie obrazami, nastawienie na nastrój, kontemplację zdaje egzamin, martwi mnie natomiast fakt, iż coraz większa ilość filmów to śliczne wydmuszki, którym po prostu brakuje scenariusza, treści, ducha lub po prostu czegokolwiek oprócz finezyjnej formy, przez co nie zostawiają po sobie żadnego śladu.

  1. Post Tenebras Lux, reż. Carlos Reygadas

Uwielbiam ten południowoamerykański okrutny mistycyzm i nawet ohydne sceny seksu nie przeszkodziły mi w zachwycie nad tym filmem, więcej tutaj

  1. Spring Breakers, reż. Harmony Korine

Bez zbędnych słów: spring break forever. Zdecydowanie jeden z najważniejszych filmów tej dekady.

  1. Tylko Bóg wybacza, reż. Nicolas Winding Refn

Refn jest chyba jedynym z współcześnie tworzących reżyserów, którego tak zdecydowanie i bez względu na wszystko mogę nazwać swoim człowiekiem. Fakt faktem, może w OGF nie ma tak bogatej symboliki jak u Jodorowsky’ego (porównanie tutaj), nie mniej jednak działa i podobnie jak Refn potrzebuje robienia filmów po to, by egzorcyzmować swoją złą stronę, tak samo ja potrzebuję jego kina, by ugłaskać własne demony

  1. Za wzgórzami, reż. Cristian Mungiu

Opowiedziany w bardzo powolny, acz stylowy (te zdjęcia!) sposób film o zakonie i egzorcyzmach zupełnie wyprany z duchowego czy choćby obłąkańczego pierwiastka. To film bardzo różny od Matki Joanny od Aniołów czy Diabłów – jest całkowicie zanurzony we współczesnym świecie chłodnych instytucji i permanentnej samotności, gdzie największym zagrożeniem nie jest szatan, ale drugi człowiek.

  1. 5. Django, reż. Quentin Tarantino

Wiadomo.

  1. Legenda Kaspara Hausera, reż. Davide Mauli

Muszę przyznać, że byłam sceptycznie nastawiona do tego filmu i myślałam, że to kolejne hipsterskie gówno, ale wywiady z reżyserem (w jednym z nich pojawia się nawet całkiem trafne porównanie ostatniej sceny z Szymonem Słupnikiem) przekonały mnie do pójścia do kina i muszę przyznać – myliłam się. Idealne przeniesienie samej historii Kaspara, pokazanie tych wszystkich kształtujących człowieka społecznych relacji – bez słów, za to z niezłą muzyką i westernowymi wstawkami.

  1. Przed północą, reż . Richard Linklater

Uwielbiam tę trylogię prawie tak bardzo jak filmy Rohmera. Ostatnia część jest chyba najbliższa życiu i przedstawia starą prawdę, że zawsze kiedy planuje się wyjazdowy seks, zamiast niego dochodzi do niewyobrażalnie potężnej kłótni.

  1. W kręgu miłości, reż. Felix von Groeningen

Daję się wciągnąć w melodramaty, tylko kiedy mają tak cudownych bohaterów.

  1. Wenus w futrze, reż. Roman Polański

Ten film to dorobek Polańskiego w pigułce, znajdą się nawiązania i do Gorzkich godów i Noża w wodzie, a także do Śmierci i dziewczyny. Wydaje się, że dramat Masocha to plagiat przez antycypację na twórczości reżysera.

  1. U niej w domu, reż. Francois Ozon

Propozycja Ozona jest tak idealna, że aż nie chce mi się o niej pisać, jeśli ktoś jest jednak spragniony słów odsyłam tutaj

  1. Ida, reż. Paweł Pawlikowski

Film Pawlikowskiego ma kilka bardzo mocnych elementów: cudowne aktorki, ciekawe postacie (szczególnie ta grana przez Kuleszę, ostatnia scena z nią jest niesamowita), wspaniałe odtworzenie peerelowskiego klimatu, piękne zdjęcia, wiele niezwykłych kadrów, w których zrezygnowano z renesansowej perspektywy, a bohaterowie są umieszczeni w rogach zajmując najczęściej ¼ przestrzeni lub nawet czasem mając tylko połowę twarzy. Jednak film sprawia wrażenie szkicu, bardzo pięknego i ciekawego, któremu niestety brak solidnej historii 

  1. Holy MotorsŻycie Adeli – rozdział 1 i 2Dziewczyna z lilią

Trzy ostatnie filmy to ciekawe propozycje, którym jednak do ideału wiele brakuje. Film Caraxa to wspaniały hołd dla kina, który na mnie niestety nie robi zbyt wielkiego wrażenia (najbardziej cieszyła mnie obecność Edith Scob, która wraca do swojej maski z Oczu bez twarzy). Życie Adeli to faktycznie samo życie przeniesione na ekran, które dobrze się ogląda, a kreacja głównej bohaterki jest naprawdę wybitna – o czym dla mnie przesądziła scena, w której Adeli drga policzek, gdy jest podejrzewana przez znajomych ze szkoły o bycie lesbijką. Ja mam ten sam tik i wydaje mi się niewyobrażalne odegrać go, więc takie coś robi na mnie wrażenie. Dziewczyna z lilią – kocham Pianę złudzeń i kino Gondry’ego też czasami kocham, wydawałoby się, że książka Viana jest stworzona dla tego reżysera, a jednak nie do końca się udało, choć jest w nim dużo uroczych rzeczy.

5 moich ulubionych filmów roku, które nie miały polskiej premiery, ale można je było gdzieś zobaczyć:

  1. Camille Claudel, 1915, reż. Bruno Dumont

To chyba jest mój numer 1 mijającego roku, który wynagrodził mi niedostatki wersji z 1988 roku. Dotąd nie znosiłam Juliette Binoche, a jednak odegrana przez nią Camille Claudel została moją nową ulubioną galernicą wrażliwości.

  1. Nieznajomy nad jeziorem, reż. Alain Guiraudie

Uwielbiam te chwile, kiedy kino mnie zaskakuje i nie mogę się już doczekać polskiej premiery i związanych z nią potencjalnych skandali

  1. Act of Killing, reż. Joshua Oppenheimer

Po tym dokumencie moja niechęć do ludzkości jest jeszcze większa niż zwykle. Z jednej strony przerażający, z drugiej: tak niezwykły, że odbiera się go jak jakieś szalone rojenia Almodovara (gruby transwestyta!) czy Kitano.

  1. Video Diary of Lost Girl, reż. Lindsay Denniberg

Czyli dobroci z Ars Independent, więcej tu

  1. Saturn Returns, reż. Lior Shamriz

Dobroć z Ars Independent 2, więcej tu

5 największych bubli roku (w tym jeden bez premiery w Polsce)

  1. Grawitacja, reż. Alfoso Cuaron

Przyznaję, że efekty 3D zrobiły wrażenie i na mnie, ale zachwyty nad tym filmem bolą mnie w kontekście ludzkości jeszcze bardziej niż Act of Killing

  1. Maczeta zabija, reż. Robert Rodriquez

Ten film przypomina mi wszystkie złe filmy (nie mam na myśli tych „fajnie” złych), które musiałam oglądać z kolegami w podstawówce/ gimnazjum – tak samo chujowe poczucie humoru i nędzna akcja.

  1. Upstream color, reż. Shane Carruth

To jest typ kina, który uśmierca we mnie życie. Co za kicz, co za pseudoartyzm, nikt nigdy nie walił mi tak często książką przed oczy jak twórcy Waldenem

  1.  Nieulotne, reż. Jacek Borcuch

Wydaje mi się, że wiele filmów w Polsce robi się tylko po to, by mogły o nich rozmawiać panie na TVP kultura, a ich twórcy mogli wbijać się w fajne ciuchy i robić sobie zdjęcia do lifestylowych magazynów.

5. Byzantium, reż. Neil Jordan

Tyłek Gemmy Arterton zasługuje na udział w lepszych filmach.

Comments: 3 komentarze

  1. 99vadim Grudzień 26, 2013 Odpowiedz

    Wpadłem w "depresję kinofila" po Grawitacji, już dawno po żadnym filmie nie czułem się tak duchowo i intelektualnie zubożony.

    W kontekście tegorocznych podsumowań chciałbym przypomnieć o "Bastards" Claire Denis. Świetna produkcja, oszczędnie zagrana i nakręcona, z wielkim efektem. Ale na Denis zawsze można polegać.

    Poza tym jeszcze "Prisoners" zasługuje na wyróżnienie.

    • nana_kleinfrankenheim Grudzień 26, 2013 Odpowiedz

      Cieszę się z tego, co napisałeś o "Grawitacji", bo mam takie samo odczucie i fakt, że ten film pojawia się w niemal wszystkich zestawieniach roku, karze mi się zastanawiać nad istnieniem jakiejś zbiorowej halucynacji.
      Nowa Denis jeszcze przede mną, jak dotąd żaden film tej reżyserki mnie nie zawiódł, więc i tym razem pewnie będzie podobnie. Natomiast "Prisoners" zupełnie umknął mojej uwadze, nadrobię w najbliższym czasie.

Join in: leave your comment