Dzieje grzechu. Surrealizm w kinie polskim

2670a9d9449ca05e84105148b1f8f797

Dziś przyszła pora na polecenie zbioru liter zapisanych na 464 stronach papieru. Mając na uwadze kinowe sprofilowanie bloga omawiana przeze mnie pozycja jest propozycją filmoznawczą i stanowi połączenie ulubionych przeze mnie tematów – surrealizmu i kina polskiego. Tak, uwielbiam polskie kino, oczywiście do pewnego momentu, ale akurat twórcy opisywani w „Dzieje grzechu. Surrealizm w polskim kinie” należą do wysoko cenionych przeze mnie autorów (zresztą polskie kino to lekkie nadużycie, bowiem większość z omawianych reżyserów pracowało na emigracji). Książka ukazała się trzy lata temu nakładem wydawnictwa ha!art (jednak w przeciwieństwie do większości tego typu propozycji nadal jest do zdobycia, ja kupiłam ją w maju) pod redakcją Kamili Wielebskiej i Kuby Mikrudy i z obowiązkowych informacji muszę dodać, że jest dwujęzyczna przez co jej faktyczna treść mieści się na 232 stronach. Chyba najlepszym omówieniem będzie prześlizgnięcie się po zamieszczonych w tomie tekstach, co też uczynię.

Na pierwszy ogień został wystawiony tekst mojej absolutnie ulubionej badaczki surrealizmu – Agnieszki Taborskiej. Wszystkie jej publikacje, czy te dotyczące sztuki i Jiři Kolařa, czy te o literaturze i Rolandzie Toporze, czytam z wielką przyjemnością, jednak najbardziej jestem jej wdzięczna za „Spiskowców wyobraźni” – zbiór esejów poświęconych najważniejszym pojęciom i postaciom surrealizmu. Zresztą jej własne nadrealistyczne książki takie jak „Senny żywot Leonory de la Cruz” łączący hagiografię wymyślonej świętej z kolażami Kimball, wyraźnie inspirowanymi twórczością Maxa Ernsta, stanowią równie przyjemne doświadczenie. Wracając do „Dziejów grzechu” – Taborska opisuje filmy jednego z najwspanialszych polskich reżyserów – Wojciecha Jerzego Hasa.  Robi to w swoim stylu znanym z innych esejów teoretycznych – kolejnym pojęciom wyjętym z historii surrealizmu, takim jak cudowność, miasto, przedmiot, fetysz, sen, podporządkowuje motywy wyjęte z filmów Hasa, porównując go przy okazji do innych surrealistycznych twórców, np. Buñuela (co skutkuje np. pomysłem na stworzenie antologii tematu damskiego pantofla na którą składałyby się „Xsięga Bałwochwalcza”, „On”, „Viridiana”, „Dziennik panny służącej”, „Przedmiot skatologiczno-symboliczny” Dalego i „Wspólny pokój). Wszystko jest spójne i przekonujące, jednak tekst dla kogoś siedzącego w temacie może być mało odkrywczy i średnio interesujący. Następnie Marcin Giżycki omawia popaździernikowe kino eksperymentalne i animowane. Tekst roi się od nazwisk i tytułów, są m.in. Themersonowie z cudownymi „Przygodami człowieka poczciwego” i etiudy Polańskiego. Mi spodobał się krótki akapit o podobieństwie pomiędzy polskimi krótkimi metrażami z kafkowskim, antyinstytucjonalnym charakterem a czeskim kinem sprzed praskiej wiosny, w tym „O uroczystości i gościach” – doskonałym i niestety zapomnianym dziele Nĕmeca, będącym połączeniem snu z polityczną krytyką. Kolejny tekst Jonathana L. Owena porusza temat czeskiej i polskiej animacji. Główny nacisk jest położony na twórczość Švankmajera i Lenicy oraz podobieństwa między nimi – ponury, mroczny klimat i traktowanie twórczości jako wyrazu wolności w czasach represji. Kamila Kuc w swoim tekście, podobnie jak Taborska, przykłada surrealistyczny szkielet do etiud Romana Polańskiego, podkreślając kontekst biograficzny i duże znaczenie okrucieństwa i przemocy w jego kinie. W tym tekście po raz pierwszy pada nawiązanie do słów Tadeusza Kantora, iż w Polsce nie było ruchu surrealistycznego, gdyż panował katolicyzm. Ta myśl pojawia się w kilku tekstach (zresztą oczywista jest wspólność bibliograficzna autorów i powtarzanie pewnych tez w kilku pracach) jednak to zdanie wydaje mi się niedorzeczne, biorąc pod uwagę fakt, że dwóch najbardziej znanych surrealistów – Dali i Buñuel pochodzili z ultrakatolickiej Hiszpanii. Zresztą parę stron dalej Michael O’Pray też zauważa wątpliwą wartość tej tezy i podkreśla, że religia była integralną częścią surrealistycznego środowiska. Poza tym O’Pray opisuje filmy Borowczyka, przede wszystkim „Blanche” i podchodzi do analizy filmu bardziej od strony psychoanalizy i Lacana. Natomiast Daniel Bird opisuje polskie kino emigracyjne i jego tekst wydaje mi się najciekawszy i najbardziej rojący się od słów-kluczy, które skłaniają do dalszych poszukiwań. Bird skupia się na twórczości Żuławskiego, Borowczyka, Lenicy, Polańskiego i Skolimowskiego. Opisuje zaskakujące biograficzne ciekawostki, np. co łączyło Man Raya i Bretona z Borowczykiem i Lenicą oraz skupia się na bardziej psychologicznych aspektach wyboru surrealizmu jako drogi twórczej – traumie czy mitomanii, na koniec zadając otwarte pytanie czy przypadkiem korzenie polskiego surrealizmu nie tkwią w romantyzmie. Według mnie odpowiedź jest jak najbardziej twierdząca i cieszę się, że ktoś zwrócił na to uwagę. Poza tym ten tekst jest bardzo „surrealistyczny” w formie – niemal każde zdanie stanowi osobny, niezależny akapit, jest to jakby zbiór myśli, ciekawostek. Co dalej: Kamila Wielebska pisze o amour fou, przede wszystkim w „Szamance” i „Psach” Pasikowskiego (!). Kuba Mikruda proponuje najbardziej teoretyczny tekst w którym zajmuje się tezami Freuda, Lacana i Zupanĉiĉa, by pod koniec odwołać się do Królikiewicza – jednak też bardziej jako do teoretyka niż reżysera. W kolejnym tekście Jakub Majmurek opisuje polskie kino fantastyczne i jest to jeden z lepszych tekstów w zbiorze, przede ze względu na to, że autor nie opisuje surrealizmu jak jednego z kierunków w sztuce, mającego miejsce w latach 20.-30., ale jako nurt obejmujący cały XX wiek.. Znów pada porównanie do romantyzmu, a przykład stanowią filmy Szulkina i „Na srebrnym globie” Żuławskiego. Barbara Klonowska porównuje surrealizm z realizmem magicznym posiłkując się filmami Majewskiego, Kolskiego, Konwickiego i Hasa. Z kolei ostatni tekst Pauliny Kwas to próba znalezienia surrealizmu w kinie polskim po 1989 roku. Tu pojawia się ciekawa teza, iż surrealizm powstał tam gdzie nie zaistniał romantyzm (cytowana za Adamem Ważykiem), a Francja nadrealizmem próbowała nadrobić stracone romantyczne lata. Na pewno jest to ciekawsze od tezy z katolicyzmem, choć równie ryzykowne. Autorka jako surrealizujących twórców proponuje Mariusza Grzegorzka i Łukasza Barczyka czyli autora sławnego „Nieruchomego poruszyciela”. Muszę przyznać, że aż się zainteresowałam tymi nazwiskami. No i to by było na tyle.

Jak pokazuje wędrówka po tekstach, „Dzieje grzechu” nie są najlepszą możliwą pozycją dotyczącą surrealizmu w polskim kinie jaka mogła powstać. Jednak dobrze, że jest – zawsze sobie człowiek coś przypomni, czymś zainteresuje, coś doda do filmów, które chce obejrzeć. Natomiast jeśli dla kogoś surrealizm jest nie do końca zbadanym terenem to zdecydowanie polecam – na pewno dzięki tekstom można poznać kawał znakomitego kina (tylko czemu tak mało miejsca poświęcono „Goto – wyspie miłości” czy mniej oczywistym filmom Żuławskiego niż te stworzone w Polsce i „Opętanie”?). Jeżeli kogoś surrealizm nie interesuje w ogóle (to co robi na moim blogu?) może odnaleźć przyjemność w kolejnych przykładach na to jak historia, ustrój polityczny czy biografia kształtuje sztukę i kino. Zawsze można też podszlifować angielski zajmując się książką z odwrotnej strony, więc naprawdę ha!artowi udało się stworzyć filmoznawczą propozycję dla każdego.

Comments: no replies

Join in: leave your comment