Bertolucci, trądzik i Regiofun

385019.1

W Katowicach kolejny filmowy festiwal – Regiofun – wabi mnogością mniej lub bardziej znanych tytułów, obecnością dyrektora Festiwalu w Cannes i innymi pozafilmowymi atrakcjami. Ja niestety nie mogę znowu spędzić tygodnia w kinie, więc wybrałam tylko jeden seans, myślę, że nie najgorzej,  mianowicie obejrzałam dziś najnowszy film Bernardo Bertolucciego – „Io e te”. Bardzo lubię jego filmy, nawet te mniej cenione, bo choć nie jest to genialne kino dotykające sensu wszechrzeczy to zawsze mnie angażuje, wierzę w świat przedstawiony, wchodzę w nie w całości i to nie tylko ze względu na maksymalną dbałość reżysera o zmysłową płaszczyznę filmu, ale dlatego, że jego bohaterowie są bardzo autentyczni – nieważne czy to konformiści, marzyciele, obarczona kryzysem para pod osłoną nieba, użytkownicy masła czy 19-letnia dziewica – zawsze są to ludzie, których doświadczenia mogę w pełni zrozumieć czy odnaleźć w sobie, po prostu są to wiarygodne i spójne psychologicznie ludzkie portrety. Nie inaczej jest w przypadku „Ja i ty”. Bertolucci po 9 latach milczenia opowiada historię introwertycznego 14-latka Lorenzo, w którego słuchawkach brzmią piosenki The Cure (boże, jak ja nie lubię chłopców, którzy słuchają The Cure), a w głowie rodzą się dziwne myśli o nuklearnej zagładzie, w której seks z matką byłby jedynym ratunkiem dla ludzkości. Chłopak, jak łatwo się domyślić, nie przepada za rówieśnikami i zamiast wyjechać z nimi na tygodniową szkolną wycieczkę, wraz z zapasami jedzenia i świeżo zakupionym mrowiskiem ukrywa się przez te siedem dni we własnej piwnicy. Niestety, dość szybko jego spokój burzy przyszywana siostra-artystka, która również potrzebuje schronienia przed rzeczywistością i spokojnego miejsca do przejścia detoksu. Kilka spędzonych razem dni zmienia ich, otwiera na siebie i w ogóle czyni świat lepszym miejscem – może brzmi banalnie, ale jest naprawdę zjadliwe, a nawet całkiem smaczne. Przede wszystkim reżyserowi udało się idealnie oddać ten cały ciężar i klimat nastoletniości – pomimo tego, że byłam w wieku bohatera dekadę temu znowu poczułam to całe młodociane wkurwienie związane z nadmiernym wydzielaniem sebum, koszmarnymi włosami, rosnącymi cyckami i innymi cielesnymi skutkami ubocznymi buzujących hormonów, no i przede wszystkim tą wielką chęć bycia samemu. Mieszkanie w piwnicy, gdzie jedynym towarzystwem jest dziwaczna siostra, dodatkowo z narkotykowymi doświadczeniami było na pewno te kilka lat temu moim największym marzeniem. Pewnie gdybym miała znowu 14 lat zwariowałabym na punkcie filmu Bertolucciego, tak samo jak wariowałam na punkcie „Power of equality” RHCP, utworu, którego słucha Lorenzo (w ogóle ten film to lata 90. w pigule: muzyka, styl bohaterki, sposób opowiadania, B.B. jest jednak trochę w tyle jeśli chodzi o dzisiejszy wygląd świata). Niestety, wiek nie ten, więc i entuzjazm dużo mniejszy, choć doceniam fakt, że im Bertolucci jest starszy tym lepiej wychodzą mu historie o młodości („Marzyciele”, „Ukryte pragnienia”) i na pewno nie są to takie pustotwory jak filmy Borcucha. Pod względem zdjęć autor dużo powtarza z „Rzymskiej opowieści” : kręte schody, ujęcia z dołu na okna z typowo włoskimi okiennicami, innym autocytatem jest też chęć wyjechania przez główną bohaterkę do toskańskiej wsi, która tak jak w „Ukrytych pragnieniach” jest przedstawiona jako idylliczne miejsce, doskonałe na nowy start czy odkrycie siebie.

Podsumowując: polecam, jeśli ktoś znów chce poczuć zapach nastoletniego ducha. Zdjęcia, szczególnie rozpadającej się piwnicznej łazienki, są wspaniałe, a Tea Falco magnetyzująca. Mi niestety jest już bliżej do „Pod osłoną nieba”, ale cieszę się, że powstają tak dobre filmy dla tych mniej dojrzałych (chyba ostatnim dobrym przykładem, który pamiętam jest „Pozwól mi wejść”), chociaż dopasowanie filmu do wieku to też śliska sprawa (vide: Chaplin pokazujący własnym dzieciom „Psa andaluzyjskiego”). W każdym razie: wszystkie plotki o marności tego filmu są zdecydowanie przesadzone i nawet jest mi szkoda, że w naszym kraju nie wejdzie do normalnej dystrybucji.

Comments: no replies

Join in: leave your comment