Kobiece kłopoty

0-1

Media zalały mnie dzisiaj informacjami na temat procesu Katarzyny W. Wyparłam już tę personę i całą chłamliwą sytuację z pamięci, jednak okazuje się, że to nadal chodliwy temat. Widok wyżej wymienionej kreślącej coś podczas mów końcowych, z coraz lepszą stylówą przypomniał mi jeden z najbliższych mojemu sercu filmów – “Female trouble” Johna Watersa. Sytuacja naprawdę wygląda jakby była mocno zainspirowana tym filmem: matka zabija swoją córkę dla sławy i medialnej kariery, a każde wystąpienie sądowe traktuje jak wybieg top model. O ile w tzw. prawdziwym życiu takie sytuacje mnie przerażają i zniesmaczają, to w filmie Watersa są jak najbardziej zachwycające.
To obok “Różowych flamingów” dla mnie najlepszy Waters. Mistrzostwo złego smaku, obleśności i nie da się tego powiedzieć inaczej: ten film to czysty punk rock, rozpieprzający wszystkie granice i zasady z uśmieszkiem na ustach. Dla mnie osobiście jest to najlepsza propozycja na kobiecego doła (choć domyślam się, że niewiele kobiet ze mną się zgodzi), na pewno gwarantująca lepszy nastrój niż miałkie komedie romantyczne. Dlaczego? Bo “Kobiece kłopoty” są naprawdę wyzwalające, uczuć, które towarzyszyły mi po seansie musiały doświadczyć pierwsze feministki ściągające staniki. Mamy taką kulturę, kraj, albo może po prostu ja mam taką osobowość, że trochę za bardzo się przejmujemy: trzeba wyglądać, zdrowo się odżywiać, jak pić to choć z lekką godnością, praca jest ważna, a żeby ją dostać trzeba chodzić przed tymi wszystkimi ludźmi i prezentować przed nimi umiejętność wbicia się w schemat itd. Waters daje nam kilkadziesiąt minut świata bez zasad, totalnie odwróconego (w czym bardzo przypomina mi mojego Bunuela} i swobodnie popuszcza wodze sobie, Divine i innym obleśnym postaciom. Pewnie rozszerzam tę kategorię już o kilometry za daleko, ale to równie dobra sztuka terapeutyczna jak markiz de Sade (chodzi o te wszystkie projekcje i identyfikacje). Tak więc polecam zamiast żywienia się telewizją, która nic dobrego nie przyniesie, skonsumować “Kobiece kłopoty” – a nuż niczym Kate Winslet w “Zatrutym piórze” będziemy dzięki Watersowi lepszymi ludźmi 🙂

Comments: no replies

Join in: leave your comment