Ars Independent, część czwarta

Les-rencontre-daprC3A8s-minuit_Cannes2013

„Spotkania po północy”, reż. Yann Gonzalez, 2013

Wczoraj zrobiłam sobie mały festiwalowy detoks i zaliczyłam tylko jeden seans, za to konkursowy. Film byłego członka M83 kusił zapowiedzią seks-imprezy i udziałem Beatrice Dalle. Seks zdominował film jedynie w postaci brudnych rozmów, a Beatrice jest obecna na ekranie zaledwie parę minut. Jednak głupotą byłoby czynić twórcy zarzut z powodu niespełnienia przez niego moich wyobrażeń o filmie, tym bardziej, że mimo wszystko uważam, ze to ciekawa propozycja, totalnie pretensjonalna i z trudnym do zniesienia zakończeniem, ale ciekawa.

Film rozpoczyna się snem głównej bohaterki, w którym odjeżdża z zamaskowanym młodzieńcem na motorze i zapłakana zostawia w tyle swojego ukochanego, jednocześnie oddając się przyjemności jazdy z motocyklistą. Sen jednocześnie smutny i silnie naładowany seksualnie. Chwilę później w jednym z pierwszych dialogów owa bohaterka zaczyna rozprawiać o snach i o tym, że powinno się zawsze podążać za wskazówkami w nich zawartymi, szczególnie wtedy, gdy nas przerażają, by móc na zawsze wyzbyć się lęku. Ta wypowiedź zdaje się być kluczem do wszelkich późniejszych wydarzeń.

Skrót fabuły: Ali i Matthias żyją wraz z transwestytą Udo (który na sto procent jest synem Marka Koterskiego występującym pod zmienionym nazwiskiem, żeby nie było skandalu), nieustannie napalonym i paradującym w przebraniu pokojówki. Bohaterów poznajemy kilka minut przed rozpoczęciem stworzonej przez nich imprezy walczącej o mino najbardziej snobistycznej orgii. Stopniowo pojawiają się goście: Zdzira, Ogier, Młodzieniec i Gwiazda. Każdy z nich opowiada swoją historię: Ogier chciał być poetą jednak zbyt duże przyrodzenie pokrzyżowało mu plany, Młodzieniec uciekł z domu, gdyż wolał wolność od życia z nierozumiejącymi go rodzicami, Zdzira opowiada o snach, w których wraca do matczynej piersi, a Gwiazda ma problem ze zbyt wielką miłością do syna. W końcu poznajemy także historię dziwnego trójkąta gospodarzy, fantastyczną i rozgrywającą się na przestrzeni wieków. Jak można się domyślać wszystkie wypowiedzi są nadmiernie egzaltowane, w współtowarzyszach budzą przerysowane do granic emocje, a seks, jak w piosence, którą pamiętam z lat nastoletnich, jest rzeczą, która „ocali każdego od zepsucia moralnego”. To po prostu zapis grupowego psychoanalitycznego seansu, momentami zabawny, momentami zbyt pretensjonalny, jednak z całkowicie zabijającym zakończeniem – rozumiem, że akurat tak bardzo patetyczny i przerysowany miał być, jednak nawet pod bezpieczną przykrywką konwencji jest dla mnie nie do przyjęcia.

Z fajnych rzeczy: w filmie pojawia się szafa grająca wyczuwająca duszę i emocje osoby kładącej na niej rękę i grająca utwór całkowicie dopasowany do niej, a także kino-widmo, które wizualizuje życie/marzenia bohaterów (trudno jednoznacznie odpowiedzieć).

Podsumowanie: jak zawsze w wypadku „kontrowersyjnych” filmów ja jestem zupełnie obojętna. Liczba elementów, które mi się podobały i które mnie odrzucały równoważy się przez co film wychodzi na 0. Pomimo odwołania do snów i kina jako narzędzia projekcji podświadomości fakt, że była to najsmutniejsza orgia jaką widziałam w życiu skreśla dla mnie „Spotkania po północy”. A poza tym to mam serce z budyniu i wzrusza mnie każde, najgłupsze serialowe bądź całkowicie nieistotne w filmie przedstawienie uczucia dwóch osób. Nieważne czy to jakaś „Zakochana złośnica” czy relacja Delona z ładną panią w „Samuraju” – zawsze mam szmery w sercu i w ogóle przejmuje się jak dziecko, po prostu najniższy z możliwych modeli odbioru. A tutaj jest mi wszystko jedno i akurat fakt, że to przerysowane, sztuczne itd. nie powinien mieć znaczenia. No, ale widok Beatrice Dalle z batem i w dziwnym, mundurowym wdzianku zawsze spoko.

Comments: no replies

Join in: leave your comment