Powrót do lat 90.

co-gryzie-gilberta-grapea-1993_8483_800_600

Po wakacyjnej przerwie zaczynam od notki nieco maruderskiej. Cała ja. Otóż w ostatnim czasie miałam nieszczęście obejrzeć dwa filmy będące portretami mojego pokolenia: “Frances Ha” i “Oslo, 31 sierpnia”. Oczywiście oba obrazy są diametralnie różne: pierwszy to opowiedziana w nowofalowym stylu opowieść o młodej dziewczynie, którą przerasta dorosłość, ale mimo wszystko idzie do przodu i nie poddaje się, druga to współczesna wersja “Pętli” lub też “Błędnego ognika”, gdzie bohater zamiast alkoholu stara się zerwać z narkotykami, a przyczyną jego kryzysu jest to, że nie odniósł sukcesu przed trzydziestką. No i to właśnie łączy tych dwóch bohaterów: Frances marzy o sławie, karierze tancerki i realizacji, w jej świecie sukces jest jedyną rzeczą, która może usprawiedliwić życie jednostki. Bo teraz żyje się chyba właśnie tak na pokaz: trzeba coś osiągnąć, coś robić, być przebojowym, biegłym we wszystkim i przede wszystkim trzeba wyglądać – stylówa to podstawa, plus odpowiednie książki, muzyka i filmy, aby kreować wokół siebie aurę dobrego smaku. Tu uaktywniam już w pełni swoje marudzenie: od dobrych kilku lat nie widziałam w kinie ciekawych i po prostu fajnych postaci w wieku dwudziestu kilku lat. Poprzednia rola Gerwing w “Lola Versus” jest dla mnie bardziej przyswajalna – narzeczony rzuca ją kilka dni przed ślubem i dziewczyna próbuje się odnaleźć, pomaga jej w tym ekscentryczna przyjaciółka, która twierdzi, że “bycie singlem hartuje osobowość”. Lola jest trochę przegięta: pisze doktorat na temat Mallarmego, je makrobiotyczne posiłki, chodzi na jogę, dostaje ataku paniki w knajpach i potrafi się utrzymać w Nowym Jorku z pracy na pół etatu w kawiarni. Mimo wszystko jest to postać: zabawna i ciekawa. Natomiast Frances i Anders budzą we mnie jedynie agresję swoim rozmemłaniem, nieporadnością i zupełnym brakiem osobowości- dla mnie to cyborgi, którym ktoś wmówił, że jedyna droga do szczęścia to droga kariery.
Szczerze tęsknię za latami 90.: slackerów, ludzi słuchających rocka, postaciami granymi przez Johnny’ego Deppa i Winonę Ryder. Bohaterka z “Orbitowania bez cukru” czy “Skrawków życia” również stawała na progu dorosłości, chciała robić karierę, jednak nie zatracała przy tym siebie: potrafiła cieszyć się życiem, kochać, spędzać czas z przyjaciółmi. Naprawdę jestem stara, skoro z rozrzewnieniem wspominam tamte czasy rozmów, jak w choćby “Przed wschodem słońca” czy beztroskiej i kolektywnej zabawy. Brakuje mi też bezpretensjonalnych bohaterów Rohmera, żyjących zgodnie z własną osobowością, którzy nie chcą zbyt wiele, a miłość i przyjaźń to dla nich realne wartości. Jeszcze dekadę temu można było kreować ciekawe portrety pokoleniowe, wystarczy przypomnieć “Samotnych” czy “Tylko razem”, gdzie młodość opierała się na tych woodstokowych wartościach: miłość, przyjaźń, muzyka. Nie wiem, co stało się teraz z dwudziestolatkami, ale przynajmniej Ci filmowi wydają mi się wydrążeni, niezdolni do radości, neurotyczni. Frances, która podobno jest spontaniczna i ma sto pomysłów na minutę mi wydaje się sztuczna i jak pokazuje przykład Paryża, równie źle wychodzą jej kontakty z innymi jak i z samą sobą.
Nie potrafię powiedzieć co jest przyczyną takiego rozpadu młodości. Może to moda: lata 90. to czasy obszernych, kolorowych ubrań, styl pełen luzu i przypadkowości, teraz wszyscy noszą obcisłe spodnie, a styl musi być dopracowany w każdym detalu. Także muzyka, a przede wszystkim dostępność do niej i jej odbiór, zmieniła się. W latach 90. słuchało się kilku zespołów, przegrywało kasety, płyty, to czasy wolnościowego rocka, budującego poczucie wspólnoty wśród słuchaczy. Teraz dominuje indywidualny odbiór, im bardziej niszowa jest grupa, której słuchasz, tym lepiej, muzyka jest narzędziem budującym twoją elitarność, tworzy różnicę między ja – słuchającym wyszukanej, intelektualnej muzyki, a innym – plebsem, skazanym na muzykę z radia, albo zbyt prostacki rock. Szczerze to rzygam już tą epidemią depresji, lansu i elitaryzmu i odpływam z “Samotnikami” w rytm obciachowego, ale szczerego i bezpretensjonalnego grunge’u.

Comments: no replies

Join in: leave your comment