Pean na cześć Béatrice Dalle

beatricedalle0018dp

 

Post ten pojawił się tu już wcześniej z okazji przybycia na T-Mobile Nowe Horyzonty mojej ulubionej aktorki – Béatrice Dalle. Szybko zniknął, jednak po obejrzeniu kilku wywiadów z tą uroczą osobą wraca, by być już na stałe wygrawerowanym na blogu hołdem.

Pierwszy raz zobaczyłam ją w „Nocy na ziemi” Jarmuscha, w epizodycznej roli niewidomej kobiety jadącej taksówką. Te kilka minut wystarczyło, bym nie mogła o niej zapomnieć. Jej postać była jednocześnie brzydka (charakterystyczna diastema) i niebywale seksowna i nie chodzi mi wcale o opisywanie przez nią erotycznych doznań taksówkarzowi, tylko o pewien magnetyzm, wypływającą z jej osobowości seksualność. Potem przyszła „Betty” i to było doznanie totalne. Byłam wtedy w tym samym wieku, co bohaterka, mój partner był w wieku głównego bohatera, więc zetknięcie z tym filmem było dla mnie jednym z najbardziej osobistych doznań filmowych. Betty to postać totalna, jednocześnie dziecinna i kobieca, pewna siebie, ale też pełna lęku, która żyjąc w przeciętnym i banalnym świecie wszystkiego ma na jego warunki za dużo – emocji, pragnień, namiętności, odczuć. Betty jest przedstawicielką mojego ulubionego typu postaci – kobiet ocierających się lub już jawnie wpadających w szaleństwo. Kobiet, które są niebywale seksowne i piękne, ale które przeżywają wszystko z wrażliwością kilkuletniego dziecka. Są histeryczne, okaleczają siebie lub innych, nie potrafią odnaleźć spokoju. To częsty wizerunek kobiety we francuskim kinie: demoniczne, skrajne kobiety, które przypominają mi uciekinierki z płócien Muncha. Tak przede wszystkim przedstawiał kobiety Żuławski. Dziwki o krańcowej wrażliwości jak Nastazja Filipowna kreowana przez Sophie Marceau w „Narwanej miłości” czy też grana przez nią Blanche w „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni”. Wraz z Romy Schneider w „Najważniejsze to kochać” tworzą grupę niedokochanych kobiet, wplątanych w skomplikowane i chore relacje, często z wieloma mężczyznami, jednak poszukujących wciąż czystej, nieskażonej brudem, który je otacza, miłości. Ta dychotomia między prawdziwym, zepsutym światem, a ich oczekiwaniami prowokuje w bohaterkach stany graniczne: napady szału, agresję. Jednak najwyraźniejszym przykładem ekstremalnej galernicy jest Anna z „Opętania” grana przez Isabelle Adjani. To, co przeżywa bohaterka jest skrajnym psychicznym załamaniem i jest to pokazane tak sugestywnie, że widz również odczuwa torsje i „demony”, które zaatakowały bohaterkę. Zresztą Adjani jest dla mnie ikoną tego francuskiego przedstawiania kobiety jako przeżywającej nieustannie amplitudy emocji, (te stany genialnie opisuje Maria Janion w „Galernikach wrażliwości”). Nieważne czy jest odrzuconą przez kochanka Adelą Hugo czy też opuszczoną Camille Claudel – bohaterki grane przez nią nie są w stanie żyć bez miłości, egzystować po odrzuceniu, są jak dzieci, które potrzebują ciągłej opieki ze strony partnera, a samotność jest dla nich jednoznaczna z pogrążeniem się w szaleństwie. Szalone są też bohaterki dwóch całkowicie różnych filmów: „Wstrętu” Polańskiego” i „29 palm” Dumonta. Pierwszy przypadek jest stadium zapadania się w schizofreniczny stan, drugi to emanacja tego, co jest też udziałem „Betty”- wizerunku kobiety jako połączenia dziecka, nienasyconej kochanki i szczególnej nadwrażliwości. Właśnie, należałoby już wrócić do Béatrice Dalle.

Ostatnim wielkim przykładem jej aktorskich umiejętności jest „Trouble every day” Claire Denis, w którym Dalle wciela się w wampirzycę , a właściwie kanibalkę, która w okrutnym szale zabija swoje ofiary. Jej rola znowu jest ekstremalna, na granicy szaleństwa. Moim największym marzeniem jest możliwość obejrzenia filmu „Process”, w którym w kulminacyjnym momencie Dalle zjada szkło, niestety film jest niedostępny nawet dla tak sprytnych osób jak ja.

Jak widać sama Dalle zlewa mi się z postaciami, które grała. Jest fascynująca jako pewien wzór osobowy, rys, widoczny w granych przez nią bohaterkach. Zawsze są to kobiety pragnące niemożliwego, niespętane gorsetem kultury – przeżywające czyste emocje, niemalże zwierzęco, albo dziecięco, doświadczające rzeczywistości. Ciekawe jest nawet przeglądanie jej zdjęć w internecie. Na niektórych jest niemalże posągowo piękna, na innych w bardzo złym guście wulgarna, czasem niebywale seksowna, czasem strasznie brzydka i zniszczona życiem. Na innych zdjęciach, nawet tych robionych jej po przekroczeniu czterdziestki, gdy się uśmiecha wygląda jak dziesięciolatka. Dalle to dla mnie aktorka, która jest jak idealnie sklejona mozaika, składająca się ze wyrazistych, niespójnych elementów, które połączone, zależnie od światła i punktu widzenia, ukazują zupełnie inny obraz. To jest właśnie ten przykład nieskrępowanej, przerażającej kobiecości, pięknej i niebezpiecznej zarazem. W jednej ze scen „Betty” za bohaterką znajduje się duży plakat przedstawiający „Mona Lisę”. Ja, na miejscu Beineixa umieściłabym tam „Madonnę” Muncha, być może nie pasuje tak dobrze do neobarokowych intertekstualnych gier, ale wyraża ducha Betty po stokroć lepiej.

Najbliższą okazją do zobaczenia Dalle na dużym ekranie jest katowicki festiwal Ars Independent, w którym w konkursie o Czarnego Konia startuje film „Spotkania po północy”. Dzisiejsza bohaterka gra tam co prawda jedną z drugoplanowych ról, jednak czuję, że jej kreacja znów zrobi na mnie największe wrażenie.

Comments: no replies

Join in: leave your comment