Gorzki (Amer) 2009

7288966.3

W moim zestawieniu dwunastu najciekawszych filmowych snów zapomniałam o jednym z moich największych filmowych zachwytów ostatniego półrocza, belgijsko-francuskim projekcie „Gorzki”. Ten prawie niemy film przedstawia trzy etapy życia kobiety: dzieciństwo, dojrzewanie i dorosłość z naciskiem na tę środkową fazę. Fascynująca jest sensualność tego filmu, opowiedzianego w zbliżeniach, szmerach, dźwiękach, niezwykle intensywnych doznaniach. Scena, w której nastoletnia bohaterka przechadza się wraz z matką ulicą i jest poddana spojrzeniu motocyklisty jest niezwykle sugestywna – widz odczuwa cały ciężar budzącej się w bohaterce kobiecości, w tych pierwszych chwilach związanej z wstydem, nieporadnością i obfitą zmysłowością.

„Gorzki” jest zaliczany do kina neo-giallo. Jest w nim wiele inspiracji tym żółtym nurtem włoskiego kina grozy: niezwykle finezyjne morderstwo, zbliżenia oczu. Zresztą wszelkie podobieństwa do kina giallo zostały już opisane na internetowych forach czy w bardzo dobrej recenzji filmu autorstwa Amelii Wichowicz (EKRANy, nr 2 (12)/2013). Recenzentka zwraca też uwagę na to, co dla mnie jest najciekawsze w tym obrazie – na podobieństwo do dzieł surrealistów, przede wszystkim „Sieci popołudnia” i „Psa andaluzyjskiego”. Przecięta gałka oczna, mrówki wychodzące z dłoni czy feministyczne idee to nie najważniejsze podobieństwa – „Amer” ogląda się jak niemy (choć ukazany w kolorze) sen; sen, który podobnie jak „Czarny księżyc” i „Waleria i tydzień cudów” dotyczy kobiecego dojrzewania, jest też wielce psychoanalityczny. Dzieciństwo bohaterki rzutuje na cały jej przyszły rozwój, również relacja matka-córka oraz żałoba w tle są ciekawymi tematami do analizy, zwolennicy Freuda znajdą w „Gorzkim” pożywkę dla siebie.

Tym, co najbardziej wiąże w mojej głowie „Amer” z kinem giallo jest niezwykła wizualna finezja. To estetyczne arcydzieło, które pomimo nieśpiesznego czasu akcji trzymało mnie w ciągłym, orgiastycznym napięciu wynikającym z zachwytu nad oglądanymi obrazami. O ile podczas seansu np. „Głębokiej czerwieni” takie chwile wzrokowych wyżyn następowały co jakiś czas (szczególnie przy oglądaniu ożywionego obrazu Hoopera czy [SPOILER] wkomponowaniu twarzy w obraz) tutaj autorzy zapewnili mi dziewięćdziesiąt minut nieustannej przyjemności.

Z dobrych wiadomości: nowy film pary Helene Cattet – Bruno Forzani „L’Etrange couleur des larmes de ton corps” (plakat inspirowany twórczością Alfonsa Muchy, mniam) był w tym roku nominowany do nagrody Złotego Lamparta na festiwalu w Locarno. Nie łudzę się, że zostanie puszczony do masowej dystrybucji, ale może kiedyś uda mi się zobaczyć te niemalże malarsko wysmakowane filmy na dużym ekranie.

Comments: no replies

Join in: leave your comment